Rok 1959

Możliwość pisania postów bez rejestracji.

Moderator: Zbigniew Dolny

Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
Posty: 396
Rejestracja: 15 gru 2011, o 01:28

Rok 1959

Post autor: Zbigniew Dolny » 8 mar 2008, o 10:02

rok 1959
----------------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Dubbing roku
1. 12 gniewnych ludzi (12 Angry Men) - USA 1957 reż. Sidney Lumet
reż.dubb.: Seweryn Nowicki /wersja z 1959 r/
dialogi polskie : Jan Moes, Włodzimierz Kozłowski, Seweryn Nowicki
dźwięk : Zdzisław Siwecki
montaż : Wanda Jarkowska
kierownik produkcji : Jerzy Kulawczyk

Ławnik nr.1 - Martin Balsam - Jerzy Bielenia
Ławnik nr.2 - John Fiedler - Norbert Nader
Ławnik nr.3 - Lee J. Cobb - Władysław Hańcza
Ławnik nr.4 - E.G. Marshall - Stanisław Jaśkiewicz
Ławnik nr.5 - Jack Klugman - Zygmunt Listkiewicz
Ławnik nr.6 - Edward Binns - Maciej Maciejewski
Ławnik nr.7 - Jack Warden - Zygmunt Maciejewski
Ławnik nr.8 - Henry Fonda - Czesław Byszewski
Ławnik nr.9 - Joseph Sweeney - Władysław Staszewski
Ławnik nr.10 - Ed Begley - Ryszard Pikulski
Ławnik nr.11 - George Voskovec - Leon Pietraszkiewicz
Ławnik nr.12 - Robert Webber - Jerzy Tkaczyk



Zofia Dybowska-Aleksandrowicz [wersja z 1973 roku - uzupełniona w 1989 roku - patrz fragment wywiadu z reżyserem /poniżej/][/b]
Dialogi: Włodzimierz Kozłowski
Dźwięk: Zdzisław Siwecki / Jerzy Januszewski
Montaż: Anna Szadkowska /Jolanta Nowaczewska
Kierownictwo produkcji: Mieczysława Kucharska

Ławnik nr.1 - Martin Balsam - Roman Wilhelmi
Ławnik nr.2 - John Fiedler - Mieczysław Gajda
Ławnik nr.3 - Lee J. Cobb - Mariusz Dmochowski
Ławnik nr.4 - E.G. Marshall - Zdzisław Tobiasz
Ławnik nr.5 - Jack Klugman - Zenon Dondajewski
Ławnik nr.6 - Edward Binns - Marian Rułka
Ławnik nr.7 - Jack Warden - Jerzy Tkaczyk
Ławnik nr.8 - Henry Fonda - Edmund Fetting
Ławnik nr.9 - Joseph Sweeney - Szczepan Baczyński
Ławnik nr.10 - Ed Begley - Leon Pietraszkiewicz/Wiesław Machowski
Ławnik nr.11 - George Voskovec - Zygmunt Listkiewicz
Ławnik nr.12 - Robert Webber - Jerzy Molga

.Obrazek.Obrazek

Obrazek.Obrazek.Obrazek
Ławnika nr.1 w wersji z 1959 r. dubbingował Jerzy Bielenia [tu kadr z f."Gangsterzy i filantropii"z 1962 r. - z lewej strony] a wersji z lat 70-tych Roman Wilhelmi [tu w kadrze z f. "Do przerwy 0:1"].

Obrazek.Obrazek.Obrazek
Ławnika nr. 2 dubbingował Norbert Nader [rok 59 - tu na fot.E. Hartwiga w sztuce "Pan Gelhab"] i Mieczysław Gajda [lata 70].

Obrazek.Obrazek.Obrazek
Ławnika nr.3 dubbingował Władysław Hańcza [rok 59] i Mariusz Dmochowski [lata 70].

Obrazek.Obrazek.Obrazek
Ławnika nr. 4 dubbingował Stanisław Jaśkiewicz [r.59] i Zdzisław Tobiasz [lata 70].

Obrazek.Obrazek.Obrazek
Ławnika nr. 5 w roku 59 dubbingował Zygmunt Listkiewicz a w latach 70-tych - Zenon Dondajewski.

Obrazek.Obrazek.Obrazek
Ławnika nr. 6 w roku 59 dubbingował Maciej Maciejewski a w latach 70-tych - Marian Rułka.

Obrazek.Obrazek.Obrazek
Ławnika nr. 7 dubbingował Zygmunt Maciejewski [r.59] a w latach 70-tych Jerzy Tkaczyk.

Obrazek.Obrazek.Obrazek
Ławnika nr. 8 dubbingował Czesław Byszewski [r.59] i Edmund Fetting w latach 70-tych.

Obrazek.Obrazek.Obrazek
Ławnika nr. 9 w roku 1959 dubbingował Władysław Staszewski [tu w kadrze z f."Szkice węglem"] a w latach 70-tych Szczepan Baczyński.

Obrazek.Obrazek.Obrazek.Obrazek
Ławnika nr. 10 dubbingował Ryszard Pikulski[r.59] i Leon Pietraszkiewicz [lata 70-te, zdjęcie drugie od prawej] /Wiesław Machowski [lata 90, zdjęcie z prawej - tu kadr z serialu "Dom"].

Obrazek.Obrazek.Obrazek
Ławnika nr. 11 grał Leon Pietraszkiewicz i Zygmunt Listkiewicz [lata 70].

Obrazek.Obrazek.Obrazek
Ławnika nr. 12 dubbingował Jerzy Tkaczyk [r.59] i Jerzy Molga [lata 70].

'Przez sto minut kamera nie opuszcza pokoju, relacjonując przebieg posiedzenia dwunastu przysięgłych, którzy muszą wydać wyrok na chłopca oskarżonego o zabójstwo własnego ojca. Film nagrodzony Złotym Niedźwiedziem na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie w 1957r.." [F]

"Jedenastu przysięgłych mówi "winien", jeden mówi "nie". Ale zgodnie z procedurą amerykańskiego sądu przysięgłych - orzeczenie "winien" lub "nie winien" musi być jednogłośne.
Debiutujący w filmie reżyser telewizyjny Sidney Lumet trzyma w ciągu dwóch godzin całą widownię kinową w napięciu, ujawniając różne, ciągle zmieniające się stany psychiczne dwunastu zamkniętych w pokoju mężczyzn, od których zależy czy młody chłopiec oskarżony o zabójstwo własnego ojca skończy na elektrycznym krześle, czy też opuści gmach sądu jako wolny człowiek.
Największy sukces reżysera polega właśnie na tym, że problem w tym bezakcyjnym filmie - sama sprawa "winien czy nie winien" po kilku zaledwie scenach znacznie mniej nas interesuje, niż psychologiczne pojedynki między przysięgłymi.
Twórcy filmu przedstawiają ich w nie najlepszym świetle: jako ignorantów, ludzi bez charakteru, bigotów, zarozumialców i zwyczajnych głupców. Tylko jeden dorasta do swojego wielkiego zadania. I on to zmusi pozostałych do myślenia, on zdoła wykrzesać z nich iskrę człowieczeństwa - z jednych łatwiej, z innych w wielkim trudzie i męce.
Oczywiście bardzo dobrzy aktorzy w znakomitym stopniu pomogli reżyserowi przekonać nas, że taki komplet przysięgłych mógł wydać taki właśnie wyrok. Henry Fonda w kluczowej roli jest wspaniały. To samo można powiedzieć o Jacku Wardenie jako o przysięgłym, tępym durniu, który się śpieszy na mecz base-ballowy. Inni także bez zarzutu.
Nie wyobrażam sobie tego filmu bez dubbingu. Kiedy przed dwoma laty oglądałem ten film po raz pierwszy na warszawskim festiwalu festiwali - połowa widzów opuściła salę po kilku pierwszych scenach. Jestem pewien, że obecnie ci sami widzowie oglądają film z zapartym tchem.
W polskiej wersji dialogowej, starannie opracowanej przez Seweryna Nowickiego, wyróżniają się: Czesław Byszewski jako dubler głównej postaci, Władysław Staszewski jako najstarszy wiekiem przysięgły i Władysław Hańcza jako ostatnio przekonany.

[Czesław Michalski, "Dookoła świata", nr. 307, 15 listopada 1959]

"Osiągnięciem jest gra całego zespołu aktorskiego - tych dwunastu mężczyzn, którzy po burzliwej dyskusji (kapitalne dialogi, o dziwo! bardzo dobrze zdubbingowane!) orzekają uniewinnienie oskarżonego... Zespół aktorski jest absolutnie wyrównany. Nawet tak wybitny aktor jak Henry Fonda nie zdołał zaćmić kolegów swoim talentem..." [Andrzej Tylczyński; Tygodnik Demokratyczny, nr. 46/1959]


A oto fragment wywiadu udzielonego przez Zofię Dybowską-Aleksandrowicz EKRANOWI [nr.25, 22.06.1989]:
"...były do nas kierowane głównie filmy dla dzieci i filmy z dużą ilością dialogów. Takie właśnie najczęściej trafiały do mnie. Dubbingowałam słynny "Wyrok w Norymberdze" Stanley'a Kramera, "Premię" Gelmana, a także pamiętną "Anatomię morderstwa". W zeszłym roku zwrócono się do mnie, żeby to zrobić po raz drugi. Na szczęście w Filmotece Polskiej znalazła się kopia, wprawdzie nie najlepszej jakości, ale trochę ją podrasowaliśmy i można było wyemitować.

Podobna historia pojawiła się przy "Dwunastu gniewnych ludziach". Poproszono mnie o powtórny dubbing. Powiedziałam stanowczo-nie! Nie będę przekreślała pracy znakomitych aktorów, którzy tam grali. Okazało się że w magazynach Polskiej TV [o zgrozo, mieszczą się w Białymstoku!] znalazły się taśmy z dubbingiem "Dwunastu gniewnych ludzi" i "tylko"trzy ostatnie akty zostały zgubione.
- No to w takim razie będzie pani robiła film na nowo - usłyszałam.
- Nie, ja dorobię te trzy akty.
- Jak to, przecież aktorzy już poumierali? Czy pani myśli pracować z duchami?
- To moja sprawa. Ja to uratuję.
Tak wyglądała ta rozmowa. I rzeczywiście udało się. I rzeczywiście aktorzy byli mi bardzo wdzięczni. Po emisji dzwonił do mnie Edmund Fetting i usłyszałam w słuchawce: "Dziękuję ci, że po tylu latach uratowałaś moją pracę, że chciało ci się dograć te trzy akty. Ja już bym w tej chwili tego tak nie zagrał. Nie czuję się najlepiej".

Zdarzyła mi się bardzo smutna i zarazem piękna historia. Poprosiliśmy pana Szczepana Baczyńskiego, który miał już 87 lat, żeby przyszedł na nagrania do roli, którą grał 16 lat temu. Ogromnie był zadowolony. Wszyscy pomagaliśmy mu, żeby to poszło jak najlepiej. Proponowałam mu, żebyśmy jego sceny nagrali wszystkie od razu, mógłby wcześniej skończyć pracę. Odpowiadał niezmiennie: "Niech mnie pani stąd nie wyrzuca, jest mi z wami tak dobrze. Jestem między kolegami, pracuję." W końcu byli to jego studenci. Dla Mieczysława Gajdy pozostał niezmiennie Panem Rektorem. Siedział na tej sali i był szczęśliwy. A rolę zagrał znakomicie i nikt nie poznał, że to było po 16 latach i że w ostatnich aktach tekst mówi człowiek 87-letni.
Po zakończeniu pracy żaden z kolegów nie mógł go odwieźć [były wtedy poważne kłopoty z benzyną, nikt nie przyjechał samochodem]. Szczepan Baczyński wracając z nagrań, wpadł pod samochód. I tego dnia, kiedy u mnie skończył granie, skończył życie. To była jego ostatnia praca..."

Tu drobna uwaga od autora notki [bytucha] - ponieważ nie spotkałem się w żadnym z dostępnych mi źródeł z wymienieniem obsady do wersji dubbingowej z 1959 [podawano tylko nazwisko reżysera dubbingu - Seweryna Nowickiego], posługiwałem się danymi przesłanymi przez gościa [z działu - dramaty/12 gniewnych ludzi] otrzymanymi z Filmoteki Polskiej. Zakładam że obsada jest wymieniana kolejno zgodnie z numeracją ławników [jak to uczyniono w wersji z lat 80-tych, która to mam w swoich zbiorach]. Jeśli ktoś z naszych czytelników, może uzupełnić lub poprawić dane,to proszę o meila.
bytuch



----------------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------------
2. Krawiec i książę (Labakan) - CSRS-Bułg. 1957 reż. Václav Krška
reż.dubb.: Seweryn Nowicki

Labakan - Eduard Cupák - Zdzisław Słowiński,
Fatma - Jana Rybárová - Ludmiła Łączyńska,
Omar - Karel Fiala - Adam Mularczyk,
Mirza - Zdeňka Baldová - Wanda Łuczycka,
Sułtan - Vladimir Leraus - Michał Pluciński,
Mustafa - Eman Fiala - August Kowalczyk,...

.Obrazek

"Akcja filmu rozgrywa się w pewnym wschodnim mieście. Krawczyk Labakan marzy o bogactwie i dostatku i - bez żadnych po temu powodów - wynosi się ponad otoczenie.
Pewnego razu przyśniło mu się, że przywdział strój książęcy i wyruszył w świat. Po drodze spotkał powracającego do swego rodzinnego miasta księcia, którego orszak napadli i obrabowali zbójcy. Labakan postanowił podstępem zająć miejsce księcia. Podstęp udał się: Labakan został uznany za syna sułtana, a prawdziwego księcia wtrącono do więzienia. Po pewnym jednak czasie, gdy nawet próby, jakim poddawano obu młodzieńców, nie dały rezultatu - prawda wychodzi na jaw.
... I w tym momencie krawczyk z ulgą stwierdził, że wszystko to było tylko snem. Teraz jego ambicje i marzenia stają się bardziej sensowne, a stosunek do otoczenia ulegnie radykalnej zmianie..." (WF)

----------------------------------------------------------------------------------------------------
3. Przygoda w Bamsdorf (Abenteuer in Bamsdorf) - NRD 1957 reż. Konrad Petzold
reż.dubb.: Zofia Dybowska-Aleksandrowicz

.Obrazek

"Zaledwie Toni przyjechał ze swą siostrzyczką Ritą do babki w Bamsdorf, a już snuje ze swoim przyjacielem Klausem jakieś plany. Klaus odkrył w pobliżu jaskinię - trzeba koniecznie zbadać co się w niej kryje! Zaopatrzeni w sprzęt i drugie śniadanie przeprawiają się przez jezioro tratwą ku ukrytemu w gąszczach wejściu do jaskini - i znikają w jej wnętrzu. Drogę znaczą rozwijanym z kłębka sznurkiem.
Mała Rita podsłuchała jednak rozmowę chłopców i poszła ich śladem. Odnalazła jaskinię i zapuściła się w głąb, zwijając sznurek - drogowskaz. Dotarła wprawdzie do chłopców, ale pozbawiła ich możliwości łatwego odnalezienia drogi. Cała trójka znalazła się w trudnej sytuacji. Obwiniają się nawzajem, kłótnia jednak nie pomaga w wyjściu z opresji. Postanawiają więc działać wspólnie. Głodni i zmęczeni odnajdują wreszcie właściwą drogę. Jeszcze trzeba odwalić wielki głaz tarasujący przejście i - są znowu na wolności.
Tak skończyła się ich wielka przygoda..." (WF)
----------------------------------------------------------------------------------------------------
4. Na polu chwały (Pawieł Korczagin = Павел Корчагин) - ZSRR 1957 reż. Aleksandr Ałow i Władimir Naumow
reż.dubb.: Romuald Drobaczyński

Paweł Korczagin - Wasilij Łanowoj - Wiesław Gołas,
Rita Ustinowicz - Elza Leżdiej - Katarzyna Łaniewska,
Iwan Żarki - Władimir Marenkow - Mieczysław Kalenik,
Żuchraj - Paweł Usowniczenko - Jerzy Pichelski,
Tokariew - Dmitrij Miliutienko - Józef Kondrat,...

.Obrazek

Obrazek.Obrazek
W. Łanowoj jako Paweł Korczagin i dublujący go głosowo Wiesław Gołas.

Obrazek.Obrazek
E. Leżdiej jako Rita Ustinowicz i Katarzyna Łaniewska.

"Popularność książki Mikołaja Ostrowskiego "Jak hartowała się stal", według której zrealizowano film "Na polu chwały, zwalnia mnie od obowiązku streszczenia fabuły. Jednoznaczny tytuł powieści rozszyfrowuje ponadto jej ideę.
Początek filmu trochę zaskakuje. Akcentuje się bowiem zaraz na wstępie, że droga bohatera skończy się - niezależnie od jakichkolwiek wydarzeń - ślepotą i paraliżem. Dlatego na wszystko, co robi lub czego nie robi Korczagin, patrzymy poprzez pryzmat celowości jego działania. Znając finał jego życia zadajemy nieustannie pytanie - czy ma to sens, czy warto? Pozytywna odpowiedź, jaką otrzymujemy z ekranu, w której zawarto pełny triumf człowieka, jest, niestety, zbyt patetyczna, zbyt szablonowa, zbyt uproszczona...
Nic więc dziwnego, że mówiąc o zaletach filmu Ałowa i Naumowa wymienię przede wszystkim jego "czarne", surowe, nie lakierowane sceny, te - które pokazują nie raj, lecz piekło tamtych lat - głód, tyfus, śmierć. Sposób, w jaki je przedstawiono, świadczy zresztą o godnym uwagi talencie młodych twórców..."
[Stanisław Janicki, FILM nr. 19, 10 maj 1959]

----------------------------------------------------------------------------------------------------
5. Bramkarz z naszej ulicy (Brankar bydli w nasi ulici) - CSRS 1958 reż.Cenek Duba

Obrazek

"Włodek, Iwan, Paweł oraz kilku innych chłopców mieszkających na ulicy Bezimiennej maja jedna wspólną pasję - hokej. Zorganizowali oni drużynę i przygotowują się do międzyszkolnych zawodów, trenując pod okiem dziadka jednego z kolegów. Pewnego dnia na ulicy Bezimiennej zamieszkuje "bóstwo" wszystkich chłopców, sławny bramkarz hokejowy, Prokop. Chłopcy są oczarowani tym sąsiedztwem, a najmniejszy z nich, Pepiczek, przyjaźni się z córeczką bramkarza. Mali hokeiści trenują tak zapamiętale, że zaniedbują lekcje. Wyniki tego postępowania nie dają długo na siebie czekać; wszyscy "sportowcy" otrzymują złe stopnie.
Mimo nalegań nauczycielki i zalecenia trenera, chłopcy nie chcą wycofać się z zawodów. Do ich drużyny przyłączył się syn Prokopa, który uważa się za następcę swego sławnego ojca, bezpodstawnie zresztą. Chłopcy nie mają odpowiedniego przygotowania, są zdenerwowani i przegrywają zawody.
Dopiero następne spotkanie, które rozgrywają już nie "na gorąco", przynosi im remis, a bohaterem zawodów jest mały Pepiczek..." (WF)
----------------------------------------------------------------------------------------------------
6. Ania i Mania (Das doppelte Lottchen) - NRF 1950 reż. Josef von Baky
reż. dubb.: Mirosław Bartoszek

Kapelmistrz Oalfy - Peter Mosbacher - Zbigniew Niewczas,
pani Körner- Antje Weissgerber - Magdalena Nowakowska,
Ania - Jutta Günther - Anna Wotas,
Mania - Isa Günther - Romana Belczyk,
Irene Garlach - Senta Weingraf - Zofia Perczyńska,...

.Obrazek

"Dwie dziewczynki Ania i Mania spotykają się na wczasach i bez trudu stwierdzają, że są do siebie identycznie podobne. Okazuje się przy tym, że są urodzone jednego dnia i w jednej miejscowości. Dochodzą do wniosku, że są bliźniaczkami, i postanawiają zamienić się. Jedna z nich, będąca stale u matki, jedzie do ojca i udaje swą siostrę, a druga, przebywająca u ojca, jedzie do matki w tym samym celu.
Po wielu perypetiach obu dziewczynkom udaje się pogodzić zwaśnionych rodziców..." (WF)
----------------------------------------------------------------------------------------------------
7. Melduję posłusznie (Poslušně hlásím) - CSRS 1957 reż. Karel Steklý
reż. dubb.: Jerzy Twardowski

Szwejk - Rudolf Hrušínský - Tadeusz Bartosik,
Wachmistrz - Jaroslav Marvan - Jan Kurnakowicz,
Lukas - Svatopluk Beneš - Czesław Wołłejko,
Generał - Bedřich Vrbský - Stanisław Milski,
Vaniek - Josef Hlinomaz - Stanisław Wińczewski,
Żandarm - Fanda Mrázek - Zbigniew Kryński,...

Obrazek

"Szwejk jedzie na front rosyjski. Pełni nadal obowiązki ordynansa porucznika Lukasza i nadal przysparza mu ciągłych kłopotów. W przedziale wagonu kolejowego zdążył narazić sobie i swego szefa jadącemu incognito generałowi oraz wywołać większą awanturę przez zatrzymanie pociągu. Zostaje na najbliższej stacji aresztowany, podczas gdy pułk rusza w dalszą podróż. I tym razem dzielny Szwejk wymiguje się od kary, a mając duże poczucie dyscypliny i mały zapas gotówki postanawia na piechotę doszlusować do macierzystej jednostki. Po drodze podejrzliwy brygadier żandarmerii bierze go za rosyjskiego szpiega, aresztuje i pod eskortą odsyła do wyższych władz. Szwejk nie stawia oporu, lojalnie daje się prowadzić, lecz w końcu wyjaśnia sprawę i zostaje uwolniony. Po długiej wędrówce odnajduje wreszcie pułk. Tu czekają go znów liczne kontrowersje z porucznikiem Lukaszem, podporucznikiem Dubem i innymi oficerami. Szwejk zawsze jednak umie się znaleźć i potrafi umiejętnie rozwiązać najbardziej nawet skomplikowane i drażliwe sprawy. Lecz oto i front galicyjski. Szwejk staje się nieoczekiwanie bohaterem niebywałej historii. Przebiera się w przypadkowo znaleziony mundur rosyjskiego żołnierza i ... zostaje wzięty do niewoli przez własną armię. Łut szczęścia znów go nie opuszcza. Sąd wojenny zwalnia go od zarzutu dezercji. Szwejk będzie mógł dalej służyć ofiarnie panu porucznikowi i cesarzowi, ku chwale i zwycięstwu CK Austro-Węgrom!..." (WF)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
8. Morderca mieszka pod 21-szym (L'Assasin habite au 21) - Fr. 1942 reż. Henri Georges Clouzot
reż. dubb.: Seweryn Nowicki
dialogi: Krystyna Uniechowska, Jerzy Vaulin
dźwięk: Jerzy Bolesławski
montaż: Wanda Jarkowska
kier. prod.: Jerzy Kulawczyk

Wens - Pierre Fresnay - August Kowalczyk,
Mila Malou - Suzy Delair - Ludmiła Łączyńska,
Lalah-Poor - Jean Tissier - Artur Młodnicki,
Colin - Pierre Larquey - Władysław Staszewski,
Dr. Liz - Noel Roquevert - Leon Pietraszkiewicz,
Pani Point - Odette Talazac - Zofia Tymowska,
Panna Cuq - Maximilienne - Irena Oberska,
Vania - Huguette Vivier - Barbara Marszel
Turelot - Bussieres - Lech Ordon
śpiewa - Janina Wątkowska,...

.Obrazek

"Zbrodnie Duranda sparaliżowały Paryż. Morderca co pewien czas zawiadamia telefonicznie policję, że właśnie dokonał zabójstwa i że ofiarę można znaleźć tu a tu... Policja kryminalna i śledcza jest bezsilna. Aż oto pewnego dnia inspektor Wens dostaje wiadomość, że bilety wizytowe, którymi posługuje się morderca pozostawiając przy zabitym, znalezione zostały na strychu małego pensjonatu! Pensjonat ów, o romantycznej nazwie "Mimoza", mieści się przy ulicy Junot, pod numerem 21, na Montmartrze! - Wiens w przebraniu pastora zamieszkuje w tym pensjonacie. Po pewnym czasie bez zgody i wiedzy Wiensa sprowadza się do pensjonatu Malou, przyjaciółka Wiensa. Aby stać się sławna i zrobić karierę sceniczną, postanowiła ona wykryć na własną rękę Duranda...
I oto pewnej nocy w pensjonacie "Mimoza" dokonano zbrodni. Była godzina dwunasta dziesięć, kiedy, jak zwykle, morderca zawiadomił o tym policję. Po tej godzinie nikt z lokatorów nie opuścił pensjonatu, aż do chwili gdy przyszła policja, a więc - morderca mieszka pod 21-szym!?..." (WF)

"Cluzot'a interesowała tu wyłącznie konstrukcja opowiadania - żeby widz nie mógł domyślić się pointy i żeby oczekiwał na ostateczne rozwiązanie z maksymalnym napięciem. Nie chodziło mu też o realizm opowiadania, ale o samą "rozgrywkę" myślową, będącą czymś w rodzaju sfabularyzowanej i niezwykle sugestywnie opowiedzianej szarady, której rozwikłanie bez pomocy opowiadającego jest niemożliwe.Tak właśnie jest z filmem "Morderca mieszka pod 21".
Mordercą jest tu tajemniczy Monsieur Durand. Bezwzględny i logiczny jak sam Cluzot, który od razu przedstawia nam wszystkie osoby dramatu i mówi: "Oto twarze moich bohaterów. Wśród nich jest Durand. Proszę odgadnąć, kto jest mordercą".
Dalej poznajemy szczegóły afery, oglądamy kilka wymyślnych morderstw i każde nasze podejrzenie co do osoby mordercy zostaje natychmiast rozwiane przez coraz to nowe i bardziej tajemnicze fakty. Dochodzi do tego, że i widz, i detektyw są zupełnie zdezorientowani, bo każdy z podejrzanych ma świetne alibi, a jednak "morderca mieszka pod 21". I oto w krytycznym momencie przychodzi rozwiązanie. Jedyne logiczne, zupełnie prawdopodobne i nie tak bardzo skomplikowane..."
[Wojciech Solorz, FILM nr. 23, 7 czerwiec 1959]
------------------------------------------------------------------------------------------------------
9. Ostatnia sprawa Trenta (Trent's last case) - Ang. 1952 reż. Herbert Wilcox
reż. dubb.: Seweryn Nowicki
tekst polski: Elżbieta Łopatniukowa i Jan Moes
dźwięk: Mariusz Kuczyński
montaż: Janina Nowicka
kierownik produkcji: Jerzy Kulawczyk

Margaret Manderson - Margaret Lockwood - Zofia Mrozowska,
Sigsbee Manderson - Orson Welles - Leon Pietraszkiewicz,
Philip Trent - Michael Wilding - Jan Żardecki,
John Marlowe - John McCallum - Jerzy Bielenia,
Burton Cupples - Miles Malleson - Władysław Staszewski,
służąca - Wanda Łuczycka,...

.Obrazek

Obrazek.Obrazek
W roli Philipa Trenta Michael Willding i jego polski głos Jan Żardecki (na fot. z serialu "Doktor Ewa" 1970 r.).

Obrazek.Obrazek
Margaret Manderson - Margaret Lockwood i rewelacyjna Zofia Mrozowska.

Obrazek.Obrazek
John Marlowe - John McCallum i Jerzy Bielenia (kadr z f. "Bicz boży" 1966 r.).

Obrazek.Obrazek
Sigsbee Manderson - Orson Welles i niezawodny jak zawsze Leon Pietraszkiewicz (kadr z f. "Król Maciuś I" 1958 r.).

Obrazek.Obrazek
Burton Cupples - Miles Malleson i Władysław Staszewski (kadr z f. "Za wami pójdą inni" 1949 r.).

Obrazek.Obrazek
Służącą dubbingowała wyrazista i zawsze rozpoznawalna Wanda Łuczycka (kadr z f. "Mąż swojej żony" 1961 r.).


"Kto zabił amerykańskiego milionera Mandersona, którego ciało znaleziono na terenie jego posiadłości? Wiadomo, że piękną żonę milionera darzył uczuciem jego sekretarz, Marlowe. Zdawałoby się więc, że jest to zwykła historia trójkąta małżeńskiego. Ale Marlowe posiada alibi nie do podważenia. Sąd przyjmuje więc za pewnik samobójstwo milionera.
Dziennikarz i detektyw-amator Trent skłania się oczywiście ku pierwszej hipotezie i ma nadzieję zdobyć sensacyjny materiał do swojego dziennika. Przeniknąwszy w środowisko milionera i poznawszy bliżej obie podejrzane osoby, dochodzi do wniosku, że ani pani Manderson, ani sekretarz nie powiedzieli w sądzie całej prawdy. Przygotowuje więc sensacyjny artykuł wykazujący winę Marlowe'a. Ale zdając sobie sprawę ze skutków opublikowania wyników swego śledztwa, okazuje się nad wyraz lojalny wobec urodziwej wdowy i daje jej artykuł do przeczytania. Ta z kolei prosi, by skomunikował się bezpośrednio z Marlowem.
Teraz oboje podejrzani czują się zmuszeni wyznać Trentowi całą prawdę. Oczywiście - alibi sekretarza było sfabrykowane. Ale młody człowiek czynił to tylko dlatego, że nie miał innego sposobu udowodnienia swej faktycznej niewinności.
A więc kto winien?
Przed naszymi oczyma poczynają przesuwać się wydarzenia z ich najbardziej intrygującymi momentami, ukazując szatański plan milionera, który opętany chorobliwą zazdrością postanowił zemścić się zza grobu na sekretarzu adorującym jego piękną małżonkę.
Na czym polegał ten plan?... W każdym razie Trent był o krok od fatalnej pomyłki..." (WF)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
10. H-8 (tytuł oryginalny)- Jug. 1958 reż. Nikola Tanhofer
reż. dubb.: Romuald Drobaczyński

- Czesław Byszewski, Janusz Kilański, Olga Bielska, M. Gorzewska, Barbara Horawianka, J. Kosowska, Emil Karewicz, Włodzimierz Kwaskowski, Gustaw Lutkiewicz, Michał Pluciński, Zbigniew Skowroński, Zbigniew Stawarz..
piosenkę śpiewa Sława Przybylska

.Obrazek

"Akcję oparto na autentycznym wydarzeniu-wypadku szosowym na trasie Zagrzeb-Belgrad, który pociągnął za sobą śmierć kilku pasażerów autobusu. Kamera podpatruje ludzi, ich reakcje, sposób bycia. Wszystko to składa się na interesująca pozycję psychologiczną. Film ten otrzymał pierwszą nagrodę za szczególne walory reżyserskie na festiwalu w Puli w roku 1958.." [F]

"Konstrukcja filmu oparta została na zasadzie całkowitej retrospekcji. Film zaczyna się i kończy sceną katastrofy, przedstawionej oczywiście każdorazowo inaczej i z odmiennymi konsekwencjami treściowymi. Wszystko, co znalazło się w tej ramce, stanowi - wbrew pozorom - bardzo interesujący, kameralny film psychologiczny. Obserwujemy precyzyjnie zarysowane ludzkie charaktery, występujące w izolacji bądź w połączeniu z losami innych postaci. Reżyser prowadzi akcję równoległą, wielotorową i wielowątkową. Czynności życiowe poszczególnych grup i grupek towarzyskich, ukształtowanych w podróżującej społeczności - rozwijają się niezależnie od siebie, aż do połączenia przez węzeł przypadku - nieubłagany los..." (WF)

"...jest to ekranowa relacja pewnego tragicznego wypadku na autostradzie. Potraktowana w sposób pozornie beznamiętny, odznaczająca się doskonałym rytmem narracji i efektownymi zdjęciami nocnymi oraz świetnym montażem - trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej sceny, mimo że reżyser lekceważy uświęcone zasady dramaturgii oraz świadomie utrudnia sobie zadanie zaczynając od katastrofy (kulminacyjnego punktu filmu) i cofając następnie czas o kilka godzin.
Ten pod każdym względem ciekawy film oglądamy w polskiej wersji dialogowej (reżyseria dubbingu - Romuald Drobaczyński). Udana to również robota - czysta zarówno pod względem artystycznym, jak i technicznym.
Spośród trafnie dobranej polskiej obsady na specjalne wyróżnienie zasługują dwaj narratorzy: aktor warszawskiego Teatru Powszechnego Czesław Byszewski i speaker Polskiego Radia Janusz Kilański. Narracja to rzecz specjalna w tym filmie. Nieznaczne nawet odchylenie od pewnej koncepcji mogłoby położyć cały dubbing. Jednak obaj polscy narratorzy znakomicie wprost trafiają we właściwy ton, wywołując i utrzymując nastrój dramatycznego napięcia i oczekiwania na katastrofę.
Jest rzeczą natomiast niedopuszczalną, by kilka zdań niemieckich, które w filmie padają z ust szwajcarskiego turysty, mówione było niegramatyczną i fatalna w ogóle niemczyzną. Nic nie tłumaczy reżysera dubbingu, którego obowiązkiem było znalezienie odtwórcy tej niewielkiej rólki, znającego dobrze niemiecki język.
KRÓTKO MÓWIĄC: dobry dubbing z małym niedopatrzeniem, sam film - pełna napięcia, dramatyczna historia w oryginalnej reżyserskiej koncepcji
"
[Czesław Michalski, Dookoła świata nr. ]
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
11. Ojciec narzeczonej (Father of the Bride) - USA 1950 reż. Vincente Minelli
reż.dubb.: Jerzy Twardowski

Stanley Banks - Spencer Tracy - Stanisław Jaśkiewicz,
Elie - Joan Bennett - Krystyna Possart,
Kay - Elizabeth Taylor - Janina Szydłowska,...

.Obrazek

Obrazek.Obrazek.Obrazek
Spencer Tracy i Joan Bennett oraz ich polskie głosy: Stanisław Jaśkiewicz i Krystyna Possart.

"Stanley T. Banks, dobrze prosperujący adwokat, dowiaduje się, że jego jedyna córka pragnie wyjść za mąż. Banks uwielbia swą jedynaczkę i jest trochę przerażony myślą, że jej wybrańcem może okazać się jakiś podejrzany typ, który nie posiada nawet... książeczki czekowej. Ojciec usilnie odradza Kay tego "nierozważnego kroku". Po jego dłuższej tyradzie, w pięknych oczach córki pojawiają się łzy. Płacz jedynaczki rozbraja ostatecznie poczciwego ojca, wyrusza więc wraz z żoną z wizytą do rodziców narzeczonego. Przyjęcie jest bardzo przyjemne i data ślubu zostaje ustalona. Teraz dopiero zaczynają się prawdziwe kłopoty. Ślub, który początkowo miał być "cichy", w miarę precyzowania planów urasta do wielkiej uroczystości, w której ma uczestniczyć... kilkaset osób. Powstają nowe i coraz większe wydatki, które sprawiają, że pan Banks łapie się z przerażeniem za głowę.
Wreszcie nadchodzi uroczysta chwila..." (WF)
------------------------------------------------------------------------------------------------------
12. Proces został odroczony (Der Prozess wird vertagt) - NRD 1958 reż. Herbert Ballman
reż.dubb.: Seweryn Nowicki

Marie Jager - Gisela Uhlen - Małgorzata Leśniewska,
Michael Vierkant - Raimund Schelcher - August Kowalczyk,
Dyrektor - Gerhard Bienert - Zbigniew Kryński,
Crossert - Gerry Wolff - Zygmunt Listkiewicz,
dr. Waldegg - Friedrich Richter - Zdzisław Mrożewski,
Sophie - Waltraut Kramm - Teresa Olenderczyk,...

Obrazek

"W 1956 r. wraca z emigracji Michael Vierkant, który z powodu żydowskiego pochodzenia musiał opuścić Niemcy. Jego rodzinę wymordowali hitlerowcy, a dr Korn, który wydał, zajmuje obecnie wysokie stanowisko. Vierkant szuka sprawiedliwości, pragnie wytoczyć proces przeciw donosicielowi - niestety, starania te nie odnoszą skutku, nikt nie chce rozmawiać z nim na ten temat. Zdenerwowany Vierkant idzie do Korna, rozmowa przeradza się w bójkę, Korn wyciąga rewolwer, podczas szamotaniny Vierkant zdobywa broń i w obronie własnej zabija. Uciekając przed policją chroni się u malarki Marie. Opowiada jej swoją historię, dziewczyna postanawia pomóc Michaelowi. Policja aresztuje go, a Marie rozpoczyna kampanię prasową w celu uwolnienia więźnia. Przy pomocy przyjaciół Vierkant ucieka z więzienia i ..." (WF)

"Scenariusz zły, mimo że temat ciekawy: spotkanie po latach dwóch ludzi - Żyda, który musiał emigrować z Niemiec, i człowieka, który wydał całą jego rodzinę, a obecnie zajmuje wysokie stanowisko. Reżyseria sucha i zdawkowa." [F]

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
13. Marianna moich marzeń* (Marianne de ma jeunesse) - Fr. 1954 reż. Julien Duvivier
reż.dubb.: Mirosław Bartoszek

Marianna - Marianne Hold - Zofia Petri,
Vincent - Pierre Vaneck - Marian Rułka,
Manfred - Gil Vidal - Ryszard Ostałowski,
Aleksy - Gerard Fallec - Zdzisław Leśniak,
kapitan - Jean Galland - Seweryn Butrym,
rycerz - Jean Yonnel - Tadeusz Białoszczyński,...

.Obrazek

"Na zamku Heiligenstadt, położonym nad jeziorem w górzystej okolicy, spędza czas na nauce i zabawie spora grupa młodzieży. Pewnego dnia zjawia się wśród nich nowy kolega, przybysz z dalekich stron, Vincent - młodzieniec o romantycznym usposobieniu, wywierający przedziwny urok na całe otoczenie.
Młodzież urządza pewnego razu wyprawę do wznoszącej się na przeciwległym brzegu jeziora posiadłości, by tam zmierzyć się z tajemniczym, upiornym Rycerzem. Ale wielkie psy strzegą dostępu do zamku, grupa rozpierzcha się i tylko Vincentowi udaje się zobaczyć i poznać piękną mieszkankę zamku - Mariannę. Oboje zakochują się w sobie. Ale Marianna jest pilnie strzeżona i nikomu nie wolno z nią się widywać.
Gdy Vincent przekonuje się, że dziewczyna uwięziona jest w zamku, wbrew swej woli, wyrusza jej na ratunek, lecz jego wyprawa omal nie kończy się tragicznie. Znaleziony nieprzytomny na brzegu jeziora opowiada, że chciał uwolnić Mariannę, ale nie był w stanie pokonać Rycerza, który jest szaleńcem i chce poślubić dziewczynę. Gdy Vincent tym razem ze swoim przyjacielem dociera ponownie do więzienia Marianny - zamek jest pusty.
Czy Marianna istniała naprawdę?
Vincent opuszcza Heiligenstadt, gdyż wzywa go matka. Ale jego przyjaciel wie, że chłopiec wyrusza w świat na poszukiwanie Marianny - swej jedynej, wielkiej, młodzieńczej miłości..." (WF)

"Jeden z wielkich mistrzów francuskiej kinematografii - Julien Duvivier ("Jej pierwszy bal") ukazuje nam bohaterów swego filmu w scenerii przyrody i tajemniczego zamku. Na tym tle snuje opowieść o romantycznej miłości dwojga młodziutkich kochanków.
Akcja "Marianny moich marzeń" toczy się na pograniczu świata realnego i wyimaginowanego. Czasem ta granica się zaciera i nie wiadomo, gdzie się kończy rzeczywistość, a gdzie się zaczynają marzenia. Czy piękna Marianna istnieje naprawdę, czy też żyje ona tylko w wyobraźni Vincenta - tego nie wiedzą jego towarzysze zabaw. Ale kiedy Vincent ich opuści - nie będą mieli wątpliwości, że idzie on w świat, by szukać Marianny swoich marzeń, wyśnionej dziewczyny, która chciał wyrwać z rąk tajemniczego nieznajomego i ocalić od grożącego jej niebezpieczeństwa.
Balladowy nastrój tego filmu i spora dawka czystej poezji sprawiają, że "Marianna" nas wzrusza i że wybaczamy reżyserowi pewne skłonności secesyjne, które tu i ówdzie ujawnia. Jego filmowe rzemiosło natomiast musi budzić szacunek bez żadnych zastrzeżeń. Akcja dramatu toczy się żywo, obfituje w sceny o silnym napięciu i zaskakujące pointy.
Cały zespół młodocianych wykonawców pod ręką doświadczonego reżysera spisuje się świetnie, a dwie młode aktorki - Marianne Hold (Marianna) i Isabelle Pia (Lise) wyróżniają się ponadto urodą i wdziękiem.
Reżyser polskiej wersji M. Bartoszek włożył wiele serca w dubbing i - trzeba to przyznać - osiągnął ładne rezultaty. Gustaw Holoubek jako narrator doskonale nawiązuje kontakt z widownią, aktorzy zaś dublujący francuskich wykonawców, dobrze na ogół trafiają w swe ekranowe oryginały."
[Czesław Michalski, "Dookoła świata", nr. 263, 11 stycznia 1959]
* Film nakręcono w dwóch wersjach językowych: francuskiej i niemieckiej, z dwoma różnymi obsadami. W Polsce widzieliśmy francuską wersję tego filmu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
14. Obcy w domu (Les Inconnus dans la maison) - Fr. 1941 reż. Henri Decoin
wersja polska Studio Opracowań Filmów w Warszawie
reż. dubb.: Henryka Biedrzycka
dialogi polskie: Jan Moes i Jerzy Vaulin
dźwięk: Mariusz Kuczyński
montaż: Janina Nowicka

Loursat - Raimu - Stanisław Łapiński,
Nicole - Juliette Faber - Lucyna Winnicka,
przewodniczący trybunału - Jacques Gretillat - Leon Pietraszkiewicz,
prokurator Gerard Rogissart - Jacques Baumer - Adam Mularczyk,
Marcel Destrivaux - Jacques Denoël - Mieczysław Gajda,
komisarz Binet - Noël Roquevert - Janusz Paluszkiewicz,
Aniela - Lise Donat - Wanda Łuczycka,
oraz: Marian Rułka, Ryszard Ostałowski, Jerzy Nasierowski, Henryk Czyż, Lech Ordon, Kazimierz Brusikiewicz, ...

.Obrazek

"W domu adwokata - emeryta Loursata, który po opuszczeniu go przez żonę prowadzi życie samotne - pada niespodziewany strzał. Kto strzelił i do kogo?
Adwokat wchodzi do pokoju córki w momencie ucieczki nieznanego mu osobnika. Zachowanie się córki niepokoi adwokata do tego stopnia, ęe postanawia przeszukać dom. Na strychu znajduje człowieka z obandażowaną nogą, który kona. Powodem śmierci jest kula rewolwerowa. Kto strzelił i kto zabił - wydaje się na pierwszy rzut oka jasne.
Toteż sąd prawie niezbicie udowadnia winę kochankowi Nicole Loursat, ale młody chłopak przysięga, ze to nie on. W tej sytuacji adwokat Loursat postanawia wrócić do czynnego życia i zbierając skrupulatnie dowód po dowodzie przedstawia sądowi, jak naprawdę wyglądał przebieg zabójstwa i kto jest winien.
Zarówno dla sądu, jak i dla publiczności osoba winnego stanowi całkowitą niespodziankę, chociaż na podstawie dowodów zebranych przez adwokata wina jego nie ulega wątpliwości..." (WF)

"W domu pewnego starego, prowincjonalnego adwokata zamordowano człowieka. O zbrodnie zostaje posadzony kochanek Julietty, córki gospodarza. Wszystko jak gdyby sprzysięgło się przeciw młodemu chłopcu, który jednak uparcie twierdzi, że jest niewinny. Stary adwokat prowadzi śledztwo na własna rękę i w czasie dramatycznej rozprawy sądowej wskazuje prawdziwego morderce, człowieka oczywiście najmniej podejrzanego.
Reżyser zręcznie dość wykorzystał wszystkie możliwości filmowe tej historii, wzbogacając samą zagadkę kryminalną zaprawą psychologiczną postaci bohaterów.
Znakomity charakterystyczny aktor francuski Raimu (zmarł w 1946 roku) w roli starego adwokata pijaka koncentruje na sobie uwagę widowni i w dużym stopniu przyczynia się do podniesienia rangi filmu.
"Obcych w domu" oglądamy w polskiej wersji dialogowej (dubbing). Opracowanie to nie budzi zastrzeżeń nie uprzedzonego widza - głosy bowiem są dobrze dobrane, polscy aktorzy "trafiają" w swe ekranowe pierwowzory i już po kilku pierwszych scenach zapominamy w ogóle o dubbingu. Oczywiście tylko wtedy, gdy trafiamy na dobra aparaturę w kinie, którą obsługuje przytomny mechanik. "
[Czesław Michalski, "Dookoła świata", nr. 288, 5 lipca 1959]

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
15. Marynarzu strzeż się (Sailor Beware) - Ang. 1956 reż. Gordon Perry
reż.dubb.: Maria Olejniczak

Emma - Peggy Mount - Jadwiga Chojnacka,
Henry Hornett - Cyril Smith - Stanisław Milski,
Eddie - Esma Can Non - Gustawa Błońska,
Shirley - Shirley Eaton - Maria Leśniewska,
Albert - Ronald Lewis - Zdzisław Listkiewicz,
Konstanty - Gordon Jackson - Jan Burek,
Danka - Joy Webster - Danuta Szaflarska,
Pastor - Geoffrey Kenn - August Kowalczyk,
P. Lack - Thora Hird - Zofia Raciborska,...

Obrazek
.Obrazek.Obrazek
Peggy Mount jako straszna teściowa i jej polski głos - Jadwiga Chojnacka.

"Młoda, bynajmniej nie egzaltowana dziewczyna "na wydaniu" - Shirley, jej kuzynka - rówieśnica Daphne, leciwa i dla odmiany bardzo egzaltowana stara panna Eddie, ciotka Shirley i głowa rodziny, hodowca łasiczek Henry - oto bohaterowie komedii, ofiary terroru pani domu Emmy - przyszłej teściowej... Ale nie wyprzedzając wypadków powiemy, że konflikt dojrzeje i pogłębi się, kiedy na wzburzone fale nastroju rodziny Hornettów wpłyną dwaj marynarze-koledzy, z których jeden, Albert, postanowi, w poszukiwaniu zacisznej przystani rodzinnej, zarzucić tu kotwice... Oj zuchwały "MARYNARZU STRZEŻ SIĘ"..." (WF)

"Jest to typowy film klasy "B", jakich każda większa kinematografia realizuje dziesiątki. Gdyby jednak któryś z polskich reżyserów ośmielił się nakręcić coś podobnego nasza zacna krytyka filmowa zmieszałaby go z błotem i uderzyłaby zapewne na alarm w Dzwon Zygmunta na Wawelu ogłaszając koniec polskiej kinematografii. Jest to bowiem chwilami śmieszna, lecz bardzo prymitywna komedyjka i to jeszcze z tendencjami problemowymi - społeczno-obyczajowymi.
Chodzi o to, że antypatyczna przyszła teściowa może obrzydzić do tego stopnia życie rodzinne kandydatowi na męża córki, iż młody człowiek ucieknie w ostatniej chwili od ołtarza - i dopiero dzięki interwencji pastora dojdzie do skojarzenia kochającej się pary.
W filmie jest wspomniana szczypta humoru i niezła robota reżyserska, ale naiwny scenariusz nie dawał reżyserowi zbyt wielkich możliwości. Wyraźnie też znać sceniczne pochodzenie filmu (powstał w oparciu o sztukę teatralną) i mechaniczne zabiegi adaptacyjne scenarzysty.
Ponieważ w filmie jest dialogów bez liku - słusznie wprowadzono polski dubbing. Niestety, reżyser dubbingu, Maria Olejniczak, fatalnie obsadziła główną rolę w polskiej wersji językowej i ten błąd w dużym stopniu zaszkodził całemu dubbingowi. Jadwiga Chojnacka, która dubluje angielską straszną teściową, cały czas w tym filmie krzyczy, co jest wprost nie do zniesienia, a poza tym sprzeczne z oryginałem.
[Czesław Michalski, "Dookoła świata", nr. 257, 30 listopada 1958]

"...Całą ambicją tej taśmy jest prymitywny morał, że wrzaskliwa i despotyczna matka czy teściowa może popsuć szczęście córki. Akcja jest głupawa, aktorstwo - mierne. Ludziom, którzy cenią swój spokój i nie lubią brać udziału, choćby biernego, w scenach jarmarcznych - radze unikać tego filmu. To obraz dla osób dosłownie i w przenośni głuchych. Dwie godziny krzyku i to specjalnie nieprzyjemnego, bo w języku polskim. Może tekst angielski zawierał jakiś dowcip, jakieś wartości żargonu - w polskim dubbingu jest nieznośny."
[Zbigniew Florczak, FILM nr. 30, 26 lipca 1959]
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
16. Postrach kobiet (La terreur des dames) - Fr-Wł 1957 reż. Jean Boyer
reż.dubb.: Maria Olejniczak

Morin - Noel-Noel - Wacław Jankowski,
Henriette - Jacquline Gauthier - Alina Janowska,
Luizetta - Jacqueline Pagnol - Małgorzata Leśniewska,
Labarge - Yves Robert - Tadeusz Cygler,
Genlis - Suzet Mais - Janina Romanówna,
Bonel - Noel Roquevert - Leon Pietraszkiewicz,...

.Obrazek

"Scenariusz oparto na znanym opowiadaniu Guy de Maupassanta pt."Ta świnia Morin".." [F]

"Jeszcze jedna komedia, tym razem - francuska. Jest w niej wprawdzie sporo dość komicznych sytuacji i zabawnych spięć, ale w sumie to właściwie prymityw, bardzo odległy od francuskiego wdzięku i humoru.
Znany aktor komediowy Noel-Noel gra rolę solidnego nauczyciela, który w małej prowincjonalnej dziurze kandyduje do rady miejskiej. Przeciwnikom politycznym udaje się wplątać cnotliwego belfra w paskudną kabałę, w wyniku której zyskuje on opinię niebezpiecznego erotomana. Ma wprawdzie złamaną karierę polityczną, traci narzeczoną, ale zyskuje szczerą miłość ładnej dziewczyny.
Polska wersja dialogowa (dubbing), zrealizowana przez reż. Marię Olejniczak, jest na ogół dość udana. Janina Romanówna, która dubluje narzeczoną głównego bohatera, jest wprost znakomita w polskiej wersji. Nieźle też trafiają w swe ekranowe oryginały Wacław Jankowski (Noel-Noel) i Alina Janowska (Jacqueline Gauthier, czyli filmowa Henrietta).
[Czesław Michalski, "Dookoła świata", nr. 290, 19 lipca 1959]

"MORIN NIE JEST TAKA ŚWINIA
Ta komedia jest bodajże adaptacją noweli Maupassanta "Ta świnia Morin". Realizatorzy dokonali jednak zasadniczej zmiany. W noweli poczciwy mieszczuch prowincjonalny wybrał się do Paryża, i oszołomiony pokusami stolicy, wracając do domu, usiłował pocałować przygodną towarzyszkę podróży. Wybuchł skandal, spisano protokół, ma się odbyć proces; ale przyjaciel bohatera, dziennikarz, wybiera się do rodziny "ofiary", łagodzi sprawę, przy tym udaje mu się po kryjomu uwieść młoda pannę, którą nieszczęsny Morin próbował ledwie pocałować. Tymczasem Morin, ośmieszony wobec całego miasteczka, torturowany przez żonę, chory z rozpaczy, uzyskuje na cale życie (zresztą niedługie, umiera zgnębiony w dwa lata potem), epitet "ta świnia!..." dodawany regularnie do jego nazwiska.
W naszej komedii tymczasem historia jest symetrycznie odwrócona. Morin rzeczywiście, po nocy przehulanej w Paryżu z dziennikarzem - utracjuszem (który umyślnie sprowadza go z drogi cnoty, na polecenie prowincjonalnych przeciwników Morina, chcących utrącić go przy wyborach), próbował pocałować panią w przedziale, ta zatrzymała pociąg, no i prokurator ma wszcząć sprawę. Zdesperowany Morin próbuje przekupić męża damy, z pomocą dziennikarza, który, nieuczciwie pośrednicząc, wyciąga od Morina milion franków również dla siebie, pod pretekstem, że mąż za wycofanie skargi żąda szalonych pieniędzy. Ale Morin wykrywa intrygę, fotografuje dziennikarza z pomocą jego własnego "fleszu", nocą w pokoju rzekomo cnotliwej żony, i sam szantażując tak zdobytym corpus delicti uzyskuje zwrot pieniędzy, wycofanie sprawy i poślubia sympatyczną pokojówkę (osobę z ludu!), która pomogła mu obronić się przed wyzyskiwaczami (w filmie Morin, choć już nie młody, nie jest żonaty).
Tak więc z Maupassanta nie zostało tu właściwie nic prócz pomysłu; szydercza ironia noweli, atakującej miażdżące działanie "opinii" przypadkowej, niesprawiedliwej, lecz nieodwracalnej - w filmie została zastąpiona przez optymistyczny triumf niewinności..."
[Zygmunt Kałużyński, FILM nr. 38, 20 wrzesień 1959]

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
cd. roku 1959 poniżej
Poszukuję filmów i seriali aktorskich do których polski dubbing powstał na zlecenie Canal+, TVP bądź Wizji Jeden. Poszukuję także taśm 16mm z filmami aktorskimi które otrzymały kinowy dubbing a który nie został nigdzie wydany. Dotyczy to produkcji wyświetlanych w kinach do lat 90.

Jeśli nagranie dubbingu jest na taśmie szpulowej to jestem w stanie przegrać go na DVD. Przegranie nośnika VHS lub taśmy 16mm nie stanowi problemu.

Sam staram się kolekcjonować polskie dubbingi do produkcji aktorskich i w swoich zbiorach mam wiele unikatów które nie są nigdzie dostępne. Z chęcią się wymienię za nagrania których nie mam a które mnie interesują. Proszę o kontakt na mojego maila:

dezerter_poczta@op.pl

Gość

Post autor: Gość » 20 mar 2008, o 21:43

Z wersji z 1959 roku dialogistami byli: Jan Moes, Włodzimierz Kozłowski (w wersji z lat 70-tych "zrobił" wszystkie polskie kwestie) i Seweryn Nowicki. Operatorem dźwięku był Zdzisław Siwecki (w wersji z lat 70-tych razem z Jerzym Januszewskim). Montażystą była Wanda Jarkowska z pierwszej wersji, a z drugiej były to: Anna Szadkowska i Jolanta Nowaczewska. W pierwszym dubbingu kierownikiem produkcji był Jerzy Kulawczyk, a w drugim Mieczysława Kucharska.

Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
Posty: 396
Rejestracja: 15 gru 2011, o 01:28

historia dubbingu

Post autor: Zbigniew Dolny » 20 mar 2008, o 23:29

cd. rok 1959

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
17. Francis-muł,który mówi (Francis) - USA 1950 reż. Arthur Lubin
reż.dubb.: Jerzy Twardowski

muł Francis - Władysław Hańcza,
Peter Stirling - Donald O'Connor - Zdzisław Słowiński,
Generał Stevens - John McIntire - Zdzisław Mrożewski,
Pułkownik Hooker - Ray Collins - Jan Kobuszewski, ...

Obrazek

"Podczas działań wojennych w Burmie młodziutki porucznik armii USA Peter Stirling został lekko ranny i zgubiwszy swój oddział znalazł się w dżungli sam. Wpadłby na pewno w ręce wroga, gdyby nie jakiś głos, udzielający mu w trudnej sytuacji zbawiennych wskazówek i rad. Jakież było jego zdumienie, gdy przekonał się, że rady te pochodzą od towarzysza niedoli, pułkowego muła. Muł miał na imię Francis - sam to powiedział! - i umiał przemawiać ludzkim głosem.
Idąc za wskazówkami Francisa, porucznik nie tylko wydostaje się z opresji, ale zyskuje uznanie jako niezwykle mądry i przewidujący oficer. Cóż jednak z tego, gdy przyznając się lojalnie do źródeł swej wiedzy wojskowej, zostaje uznany za wariata i skierowany do szpitala na obserwację. Tymczasem okazuje się, że Stirling miał rację i oto sam generał zaczyna prowadzić rozmowy z Francisem. Przy okazji zostaje zdemaskowany groźny szpieg w spódnicy, uwodzicielska Maureen Gelder.
Francis w uznaniu swych zasług zostaje wezwany do Waszyngtonu, ale samolot ulega po drodze katastrofie. Po wojnie Francis, odnaleziony przez Stirlinga, zamieszkuje incognito u swego przyjaciela..." (WF)

"Pisałem już po krótce o tym filmie w "Kilku uwagach o dubbingu" (DŚ nr. 281) w związku z pracami nad polską wersją dialogową, toteż z tym większą satysfakcja stwierdzić mogę obecnie, że reżyserowi Jerzemu Twardowskiemu dubbing udał się znakomicie.
Jeżeli chodzi o interpretację aktorską - polscy wykonawcy na pewno dorównują, a w kilku rolach są nawet znacznie lepsi niż ich amerykańscy koledzy, których słyszałem w oryginalnej wersji tego filmu.
"Francis" jest pozornie komedią absurdalną. W gruncie rzeczy jednak jest przede wszystkim satyrą i to satyrą w dobrym stylu - elegancką w formie i dość ostrą w treści. Ma sporo cienkiego dowcipu, więc może trudno ten film nazwać rozrywka masową, ale smakosz będzie miał na pewno dobrą zabawę.
Pomijając sam pomysł mówiącego muła, pomijając dowcipne dialogi i kapitalną kpinę, czyli wartości zapożyczone z książki - filmowy "Francis" odznacza się bardzo zgrabną realizacją. Efektowny montaż, pomysłowe przejścia i lapidarne, czysto filmowe skróty - to już zasługa reżysera filmu.
Typy wyższych oficerów amerykańskich, lekarzy wojskowych, podoficerów - świetne. Podporucznik Sterling, przyjaciel Francisa, w interpretacji Donalda O'Connora, to znakomita kreacja komediowa..."
[Czesław Michalski, "Dookoła świata, nr. 296, 30 sierpnia 1959]
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
18. Młodzi przyjaciele (Amici per la pelle) - Wł 1955 reż. Franco Rossi
reż.dubb.: Mirosław Bartoszek

Mario - Geronimo Meynier - Krystyna Chimanienko,
Franco - Andrea Scire - Krystyna Miecikówna,...

.Obrazek

Film młodzieżowy nagrodzony Grand Prix na XVI Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji.
"Mario i Franco uczęszczają do tej samej klasy. Po pierwszej zaraz kłótni stają się nierozłącznymi przyjaciółmi. Być może przyciąga ich różnica temperamentów, charakterów. Mario, syn artysty-ceramika, jest bardzo żywy, trochę nieufny i złośliwy. Franco - przeciwnie - jest spokojny, nienagannie wychowany i wrażliwy.
Franco, który przebywa z ojcem-dyplomatą w hotelu, często zagląda do mieszkania Maria. Znajduje tu ślady ciepła rodzinnego, którego brak boleśnie odczuwa po śmierci matki.
Mario obdarza sympatią swoją koleżankę Margeritę. Jest z tego bardzo dumny i nalega na przyjaciela, by dowiedzieć się, czy i ten nie ma "ukochanej kobiety". Franco, zmieszany ciągłymi pytaniami, opowiada wreszcie o niejakiej Magdalenie, która mieszka w willi na via Appia Antica. Biedny Franco opisywał po prostu jako wspaniałą istotę swoją zmarłą matkę, taką jaką zachował w dziecinnej pamięci. Willa była od dawna nie zamieszkana.
Na horyzoncie przyjaźni chłopców pojawia się chmura. Ojciec Franca udaje się na nową placówkę zagraniczną. Uproszony jednak przez Maria, zgadza się zostawić swego syna na czas nieobecności w gościnie u kolegi.
Zbliżają się międzyszkolne zawody sportowe. Obaj przyjaciele mają wziąć udział w głównym biegu. Ambitny Mario popełnia błąd taktyczny, wyczerpując siły zaraz po starcie. Podczas gdy Franco zwycięża, on przychodzi ostatni.
Wywołuje to kpiny kolegów. Złość Maria skupia się na przyjacielu. Oskarża go o złamanie rzekomej umowy o współpracy w czasie biegu. Ponieważ nikt mu nie wierzy, Mario posuwa się jeszcze dalej i wykpiwa legendarną Magdalenę, nie wiedząc zresztą, że była to matka przyjaciela. Głęboko urażony Franco postanawia wyjechać z ojcem. Dręczony wyrzutami sumienia Mario, który nie jest w gruncie rzeczy złym chłopcem, chce koniecznie zobaczyć przyjaciela i przeprosić go. Znajduje go wreszcie na lotnisku. Żal Franca zmienia się w wielką radość na widok szczerej skruchy Maria.
Koledzy rozstają się, ale przyrzekają sobie, że ich przyjaźń przetrwa wszystkie czasy i odległości, które mogą ich chwilowo dzielić..." (WF)

"..."Dwaj przyjaciele" przynoszą ocenę zjawiska przyjaźni chłopięcej i to stanowi sympatyczną tendencję filmu, a jednocześnie jego zaletę. Film jest zrobiony z tego samego materiału, co klasyczna książka dla podrostków "Serce" Amicisa. I tak jak ta książeczka odznacza się poczciwą naiwnością, która nie podoba się gniewnym młodym ludziom.
Ludziom szpakowatym i łysiejącym ta miłość do siebie dwóch chłopców - egzaltowana, łobuzerska, idealnie bezinteresowna wydaje się czymś wzruszającym i ciekawym. Ani nam marzyć o takich zawrotnych rejonach oddania i wzruszeń. Stąd może ta niefałszowana sympatia do dwóch chłopców pętających się godzinami po rzymskich ulicach i nie mogących bez siebie spędzić ani godziny..."
[Zbigniew Florczak, FILM nr. 38, 20 wrzesień 1959]

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
19. O jedno życzenie za wiele (One wish too many) - Ang. 1956 reż. James Clark
reż.dubb.: Henryka Biedrzycka

Piotruś - Anthony Rochmond - L. Zintel,
Ninka - Rosalind Gongey - A. Olejniczak,
Jacek - John Pike - L. Brański,
Bert - Terrry Cooke - A. Weyland,
Pani Mint - Gladys Young - Seweryna Broniszówna,
Pani Brown - Pay White - Zofia Petri,...

.Obrazek

"Piotruś znalazł na ulicy szklaną kulkę. Kulkami takimi bawi się wielu chłopców. Ale nie była to zwykła kulka. Piotruś przekonał się o tym niechcący. Przy pocieraniu kulka zaczynała świecić i wówczas, gdy chłopiec wypowiadał jakieś życzenie, spełniało się ono natychmiast...
A skoro tak, to dlaczego Nancy - jego rówieśnica i przyjaciółka - nie ma mieć lalki takiej, jakimi bawią się bogate dzieci? Dlaczego w mieszkaniu rodziców Piotrusia mają być stale stare meble, kiedy mogą być nowe? - Tak zaczyna się seria prawdziwych cudów: jest więc lalka dla Nancy, są nowe meble, lampy i kwiaty w mieszkaniu matki. Koledzy dostają prezenty jakich tylko zapragną. Nawet surowych nauczycieli spotykają przygody, które, niestety, ośmieszają belfrów w oczach uczniów.
Tymczasem wokół osoby Piotrusia narasta fala niezadowolenia - jakże trudno wszystkim dogodzić! - W tej sytuacji mały "mag" postanawia najpierw załagodzić niektórych kolegów - przeciągnąć ich na swoją stronę. Piotruś wypowiada życzenie, aby mały, nakręcany traktor, którym się bawi codziennie, zamienił się w duży... I oto nadnaturalnie wielkie traktorzysko rusza po ulicach miasta z gromadką dzieci, które zasiadły na platformie i za kierownicą traktora.
W mieście zaczyna się panika. Wszyscy uciekają przed pędzącym potworem, który zajmuje całą szerokość ulicy i mknie nieuchronnie w kierunku nie zabezpieczonego nabrzeża morskiego... - Czy dzieci uratują się przed utonięciem i czym skończy się ta awantura?..." (WF)
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
20. Dzielne kaczątko (Une Fee pas comme les autres) - Fr-Wł 1957 reż. Jean Tourane
komentarz czyta Andrzej Bogucki

.Obrazek

"Jest to oczywiście bajeczka, i to głównie dla dzieci, gdyż wartością tego filmu są zwierzątka prowadzone przez reżysera i operatora w jednej osobie. Zwierzątka postanowiły uchronić swą wioskę przed czarami Czarnego Ducha. Duch ten zaopatrzył się w czarodziejską pałeczkę Dobrej Wróżki, która ją nieostrożnie powierzyła lekkomyślnemu przyjacielowi. Ostatecznie Dzielne Kaczątko unieszkodliwia Czarnego Ducha i w wiosce panuje nadal niczym nie zmącony spokój..." (WF)
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
21. Naśladownictwo wzbronione (Reproduction interdite) - Fr. 1956 reż. Gilles Grangier
reż.dubb.: Maria Olejniczak

Lacroix - Michel Auclair - Andrzej Łapicki,
Marc Kelber - Paul Frankeur - Janusz Paluszkiewicz,
Claude Watroff - Giani Esposito - Zdzisław Listkiewicz,
Viviane - Annie Girardot - Ewa Pachońska,...

.Obrazek

"Pomysłowy film kryminalny, którego fabułę osnuto na tle perypetii pewnego kupca, Kelbera, który chcąc wydostać się z kłopotów finansowych - przystaje do szajki fałszerzy obrazów znanych malarzy. Po otruciu jednego ze wspólników, Kelber usiłuje sprzedać płótna, jednak otruty mści się zza grobu..." (WF)

"Młody malarz podrabia obrazy Gauguina, a pewien hochsztapler sprzedaje te kopie jako oryginały. Spółka zaczyna świetnie prosperować, gdy dołącza do niej doświadczony handlarz obrazów, który dobrze wie jak można nabić w butelkę najwytrawniejszych nawet ekspertów.
Ale malarz ma wyrzuty sumienia i po pijanemu zbyt wiele gada, więc też dwaj pozostali wspólnicy maja z nim wiele kłopotów, dopóki nie wpadną na pomysł jak się go pozbyć.
"Naśladownictwo" oglądamy w polskiej wersji dialogowej (dubbing), niezbyt udanej. Spośród polskich wykonawców dialogów tylko niezawodny jak zwykle Andrzej Łapicki dobrze trafia głosowo w swój ekranowy oryginał, reszta obsady - hm...
Film ten był robiony za tzw. "psie pieniądze". Ale też i rezultaty nie nadzwyczajne. Kto lubi filmowe "kryminały" i chodzi na nie regularnie - powie zapewne, że widział już gorsze, ale kto nie jest specjalnym amatorem sensacji może sobie "Naśladownictwo" spokojnie darować."
[Czesław Michalski, "Dookoła świata", nr. 306, 8 listopada 1959]
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
22. Niepotrzebny (Le Garcon Savauge) - Fr 1951 reż. Jean Delannoy
reż.dubb.: Jerzy Twardowski

Marie - Madeleine Robinson - Barbara Drapińska,
Paul - Frank Villard - Andrzej Łapicki,
Simon - Pierre Michel Beck - Krystyna Miecikówna,...

Obrazek

.Obrazek.Obrazek
W roli matki Simona - Madeleine Robinson i dubbingująca ją Barbara Drapińska.

"Prostytutka Maria zajmuje schludne mieszkanko przy jednej z uliczek Marsylii. Jej klientami są przeważnie stateczni drobnomieszczanie, sklepikarze i urzędnicy, którzy darzą piękną kobietę sympatią i szacunkiem. Prowadząc spokojny, uregulowany tryb życia, Maria postanawia spełnić swe największe pragnienie: sprowadzić do siebie jedenastoletniego syna, który dotychczas wychowywał się na wsi u obcych ludzi. Simon ubóstwia matkę, a wraz z przyjazdem do Marsylii otwiera się przed nim nowy, pełen nieznanych dotąd atrakcji świat. Są oboje szczęśliwi, chociaż chłopiec zdaje sobie sprawę, że jego matka prowadzi egzystencję niepodobną do życia innych kobiet.
Idylla trwa do chwili, gdy w życie Marii wkracza Paul, typ wielkomiejskiego oszusta i naciągacza. Młodej kobiecie wydaje się, że nareszcie znalazła swą wielką miłość i, zaślepiona uczuciem, nie dostrzega, że stała się ofiarą pozbawionego skrupułów wydrwigrosza. Tylko mały Simon, odsuwany teraz przez matkę na drugi plan, niesłusznie karcony, odczuwa boleśnie nową sytuację, a Paul staje się dla chłopca znienawidzonym rywalem o względy Marii. Niepotrzebny, zrozpaczony chłopiec chce odebrać sobie życie, a w końcu postanawia zabić Paula.
Pewnego dnia policja znajduje na ulicy trupa Paula. I gdy małego Simona zabiera ze sobą przyjaźniący się z chłopcem kapitan frachtowca, Maria zostaje znów sama w swoim mieszkaniu oczekując na klientów..." (WF)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
23. Letni sen (Sommarlek) - Szwecja 1951 reż. Ingmar Bergman
reż. dubb.: Henryka Biedrzycka

Maria - May Britt Nilsson - Barbara Horawianka; ...

.Obrazek

.Obrazek.Obrazek
W roli Marii - Maj Britt Nilsson i jej doskonała polska dublerka Barbara Horawianka.

"Jeszcze jedne "Wakacje", ale tym razem nie z ordynarna chuliganka Monika, lecz z subtelną i wrażliwą Marią, uczennicą szkoły baletowej. Nawiasem mówiąc - "Letni sen" powstał wcześniej niż "Wakacje z Moniką", toteż dla widzów interesujących się poważniej sztuka filmowa "Sen" może stanowić ciekawy materiał do rozważań i dyskusji na temat rozwoju talentu i twórczości Bergmana, jednego z najgłośniejszych dziś reżyserów. Dopiero obejrzenie tych dwóch filmów pozwoli właściwie ocenić znane już u nas, bardziej oryginalne i ambitne jego dzieła: "Wieczór kuglarzy" i "Uśmiech nocy".
Bergman umie ładnie podać wątek retrospektywny, który w filmie "Letni sen" zajmuje sporo miejsca. Bohaterka "Snu" bowiem - tancerka Maria czyta pamiętnik swego kochanka sprzed lat i jeszcze raz przeżywa szczęśliwe chwile swej dziewczęcej miłości, zakończonej tragicznym wydarzeniem. Mimo wstrząsu, którego wówczas doznała - nie przerywa nauki tańca i wkrótce zostaje sławna primabaleriną. Życie jednak nie szczędziło jej w tym czasie gorzkich nauk. Musiała ulec swemu bezwzględnemu wujkowi, przechodzi potem przez ręce innych mężczyzn, nie doznając już żadnych przeżyć wewnętrznych. Dziś jest zmęczoną karierą sceniczną, nie cieszą ją brawa i uznanie krytyki,ani nawet adoracja szczerze w niej zakochanego Davida. Miłość wydaje jej się niepotrzebną bzdurą. Ale ta postawa jest sztuczna i Maria obudzi się wreszcie z odrętwienia.
"Sen" aczkolwiek nie jest jeszcze wybitnym osiągnięciem Bergmana - zapowiada przecież interesujący talent. Kształtuje się w tym filmie jego artystyczne credo, nacechowane goryczą, przyprawiona humorem, rezygnacją i tęsknotą za miniona młodością.
Poza odtwórczynią głównej roli Maj Britt Nilsson - graja w tym filmie nie znani u nas jeszcze aktorzy szwedzcy. Graja jednak dobrze i w najtrudniejszych i wymagających wyczucia momentach dramatycznych - są bardzo przekonywujący.
Film ten dostał polski dubbing (reż. Henryka Biedrzycka), udany na ogół, choć nie wszystkie polskie role zostały szczęśliwie obsadzone. Ale Barbara Horawianka, która dubluje Maj Britt Nilsson, nie zawiodła i w swój ekranowy oryginał trafia bez zarzutu.
[Czesław Michalski, "Dookoła świata", nr. 298, 13 września 1959]

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
24. Świat milczenia (Le Monde du Silence) - Francja 1955 reż. Jean Y. Cousteau
reż.dubb.: Seweryn Nowicki

komentarz czyta - Janusz Kiliański

.Obrazek

"Już od trzech lat ten film jest sensacją światowych ekranów, wywołując na widowni dreszczyk emocji nie mniejszy niż najprecyzyjniej nawet skonstruowany film fabularny z gatunku "niesamowitych". Ten dramatyczny dokument filmowy ukazuje podwodne światy i opowiada o przygodach ich badaczy. Jest najwybitniejszym filmem dokumentalnym ostatnich paru lat, dzięki któremu oglądamy rzeczy niezwykłe, jeszcze nigdy przedtem nie oglądane.
Setki razy musieli operatorzy nurkować w głębiny oceanu ze swymi kamerami, by wydrzeć podwodnemu światu część jego tajemnic. Zresztą przygody realizatorów same stanowią już niezwykle dramatyczny scenariusz. Zapatrzeni w tzw. wodne płuca, gumowe płetwy, maski i reflektory - wielokrotnie spotykali się w głębinach oko w oko ze wszystkimi niebezpieczeństwami tego świata.
Zwykły rekin - jak twierdzą - nie jest bynajmniej taki groźny. Daleko niebezpieczniejsze są owe żarłacze-ludojady, drapieżniki niezwykle szybkie w ataku. Albo potwory w rodzaju przydennych płaszczków czworobocznych, które mogą zadawać swym długim ogonem śmiertelne rany. Albo chimeryczne głębinowe ryby, zwane po polsku przerazami lub murenami, które mają jadowite zęby. Świat milczenia kryje w sobie tysiące nieznanych niebezpieczeństw.
Największe chyba wrażenie robi scena uczty rekinów. Pewnego dnia śrubą statku filmowców został zraniony młody wieloryb z rodziny kaszalotów. Filmowcy wyraźnie słyszeli przez sondę akustyczną żałosne zawodzenia zranionego kaszalota,przypominające mysi pisk.
Nadpłynęły wkrótce rekiny, mając na grzbietach przyczepione ssawkami swe ryby-piloty. Długo okrążały rannego olbrzyma, nie śmiąc go jednak zaatakować. Dopiero później, gdy wieloryb był już bardzo osłabiony - największy rekin zbliżył się ostrożnie do niego i nagle uderzył go paszczą w ogon. Wieloryb nie próbował się bronić. Wówczas zaatakowało go trzydzieści innych rekinów i w oka mgnieniu ocean stał się czerwony od krwi. Jak mi opowiadał Cousteau - było to wstrząsające przeżycie dla całej ekipy. Podobno nakręcone zdjęcia nawet w połowie nie oddają tego dramatu.
Obok scen dramatycznych są jednak w tym filmie i liczne sceny o charakterze niemal komediowym, jak np. oswajanie jakiejś wielkiej ryby, która później tak się spoufala z filmowcami-nurkami, że trzeba ją zamknąć do podwodnej klatki.
"Świat milczenia" oglądamy w polskiej wersji językowej, zrealizowanej bardzo starannie przez reżysera Seweryna Nowickiego. W filmie są krótkie dialogi i bardzo obszerna narracja. Rolę narratora spełnia znany spiker Polskiego Radia Janusz Kiliański, który podaje tekst w sposób lekki, bezpretensjonalny i kulturalny. Z przyjemnością się słucha komentarza w inteligentnej interpretacji Kiliańskiego."
[Czesław Michalski, "Dookoła świata", nr. 308, 22 listopada 1959]

_____________________________________________________________________________________________________________
25. Stworzenie świata (Stvoření světa - La Création du monde) CSRS-Francja 1958 reż. Eduard Hofman

Obrazek.Obrazek

"Na ekranie oglądamy sympatycznego brodatego Staruszka Stwórcę, jak z mozołem buduje Kosmos - gwiazdy, planety i glob ziemski. W pracy pomagają mu asystenci - gromadka pociesznych aniołków. Diabeł i diablątka usiłują przeszkadzać Stwórcy w zbożnym dziele, psocąc co chwila i realizując własne, złośliwe projekty. Wszechświat jednak obraca się harmonijnie, a Ziemia pokrywa roślinnością i zapełnia zwierzętami. Następuje trudny okres edukacji świata. Zwierzęta chodzą do szkoły, uczą się żyć. Czas wreszcie nadszedł na istotę myślącą. Konstruowanie człowieka odbywało się starannie, choć i przy tym Diabeł niepostrzeżenie wziął udział. Adam stał się ozdobą Raju. Wychowanie jego zajęło Stwórcy sporo wysiłku i czasu. Adam okazał się pojętny i zdolny. Należało mu tylko dodać towarzyszkę. Oto i powstała Ewa. Film zamyka się radosnym finałem i pieśnią "Kochajcie się". Defilują parami zwierzęta i para Prarodziców.
W tę oto kanwę Effel i Hofman wpletli tysiące dowcipnych anegdot i gagów, których nie sposób opisać, bo są przeznaczone do oglądania..."(WF)
Dziś, oglądając ten uroczy film, nie można otrząsnąć się ze zdumienia, że był dozwolony od lat 18!!

====================================================================================
Kilka uwag o dubbingu
Napisał Czesław Michalski
Zdjęcia Leopold Wdowiński

Obrazek

Napisy na ekranie czy polskie dialogi w zagranicznych filmach?
Dubbingować czy nie dubbingować?
Jedni mówią tak, drudzy inaczej i spór o "dubbing czy napisy" trwa od lat.

- Nie wolno kastrować dzieła sztuki przez ordynarny trick techniczny, jakim jest dubbing - mówią jego wrogowie. - Do postaci zagranicznego aktora doczepiają mi głos aktora polskiego. To skandal! Ja chcę słyszeć Ginę Lollobrigidę w oryginale.

- To nie jest wcale takie proste - odpowiadają zwolennicy dubbingu.- Jeżeli na przykład chodzi o Ginę, to w filmach francuskich, które były u nas wyświetlane (Fanfan i Piękności nocy) bynajmniej nie słyszeliśmy jej głosu. [Nawiasem mówiąc, we Włoszech dubbingowano prawie wszystkie rodzime filmy do końca lat 60-tych. Tak więc np. CC w "Lamparcie" Viscontiego mówi głosem swej koleżanki dublerki - bytuch]. Gina mówi fatalnie po francusku i jest od razu dubbingowana w wytwórni przez francuską aktorkę. Tak samo w filmach amerykańskich użycza jej głosu aktorka amerykańska. Podobnie rzecz się ma z wieloma innymi aktorami. Nawet nie uświadamiamy sobie jak często słyszymy głosy "podstawione", szczególnie od czasu gdy przyszła moda na tzw. współprodukcję filmową Jean Marais, mówiący po japońsku, Curd Jurgens ze swoją bezbłędna angielszczyzną, Sophia Loren śpiewająca amerykańskie piosenki [tu bym się nie zgodził, ona z tego co wiem raczej zawsze śpiewała sama /wyjątkiem były filmy z pierwszej połowu lat 50-tych - bytuch] - to wszystko zwyczajna "lipa" czyli "podstawione" głosy innych aktorów.

- Dubbing odbiera aktorowi jego indywidualność, pozbawia go jednego z zasadniczych elementów sztuki aktorskiej! - rozdzierają szaty zwolennicy napisów.

- Zawracanie głowy - mówią przeciwnicy. Gdzie jak gdzie, ale w filmie na tę indywidualność aktorską pracuje poza aktorem kilka innych osób. Dobry operator może na przykład tak zagrać światłami, że z rozwydrzonego kociaka zrobi Madonnę Sykstyńską bez jakiegokolwiek udziału ze strony tegoż kociaka. A charakteryzator? A reżyser? Oni przecież także mają olbrzymi wpływ na ową indywidualność. Cóż szkodzi zatem, że do sztabu twórców indywidualności ekranowej dojdzie jeszcze reżyser dubbingu?

- Ale film dubbingowany - mówią widzowie pozbawieni snobizmu - zapewnia nam lepszy odbiór treści, niż napisy. Cienkie dowcipy i kalambury w napisach? Nonsens. Żaden napis nie odda subtelności obcego dialogu. Poza tym napis psuje kompozycję obrazu, zaciera jego wartości plastyczne, no i w zasadzie uniemożliwia lub utrudnia obserwowanie twarzy aktora. A co do tych przyjemności delektowania się cienkimi pointami francuskimi, lub paradoksami angielskimi - to nie przesadzajmy. Jeżeli tak znakomicie znacie obce języki, to czemu u licha nie czytacie Hemingway'a czy Saganki w oryginale, lecz domagacie się przekładów? Przecież łatwiej jest zrozumieć tekst pisany, niż mówiony z ekranu.

Z DUBBINGIEM, ALBO WCALE

.Obrazek.Obrazek.Obrazek

O ile jeszcze można się sprzeczać na temat "napisy czy dubbing" przy normalnych filmach fabularnych, w których nie ma zbyt długich dialogów - o tyle spory takie byłyby bezsensowne tam, gdzie w grę wchodzi film wybitnie dialogowy.

Cóż bowiem można osiągnąć napisami przy takim filmie? Jakieś po łebkach zrobione, ogólne streszczenie dialogu, które i tak musiałoby zająć pół ekranu. Obraz byłby zepsuty i poza tym nikt by nie zdążył przeczytać takiego napisu, w którym nawiasem mówiąc - przepadłyby z konieczności wszystkie niemal smaczki. To by dopiero było barbarzyństwo co się zowie!

Gdybyśmy ulegli wrogom dubbingu i zrezygnowali z przeprowadzania tych filmowych operacji - nigdy byśmy nie zobaczyli takiej na przykład znakomitej komedii satyrycznej, jak film pt. "Francis - muł, który mówi" według znanego opowiadania Davida Sterna. Cały urok tego filmu polega przecież na tasiemcowych tyradach i dialogach genialnego muła z podporucznikiem Sterlingiem i generałem.

Nawet najzagorzalsi wrogowie dubbingu muszą chyba skapitulować przed mówiącym mułem. Taki film z napisami w ogóle nie wchodzi w rachubę. Trzeba by było z niego zrezygnować lub wyświetlać bez napisów, w wersji oryginalnej. Ale dla kogo? Nie licząc snobów - dla paru tysięcy osób w całej Polsce. Ilu bowiem ludzi czyta w oryginale angielskie książki? Dwa tysiące? Trzy? Pięć? Może nawet i dziesięć tysięcy, ale ilu z nich pójdzie do kina na Muła?

OBSADA AKTORSKA W POLSKIEJ WERSJI

W warszawskim studio dubbingowym trwają obecnie prace nad realizacją polskich dialogów do filmu "Francis - muł, który mówi".

Ciężka to robota. Zaczęła się właściwie od tłumaczenia listy dialogowej, przy czym tłumacze musieli nie tylko dbać o zachowanie potocznego języka, lecz również o tzw. synchron, czyli zgodność układu ust aktora na ekranie z układem ust przy polskim tekście.

Reżyser Jerzy Twardowski, który realizuje dubbing Muła, długo szukał aktorów, szczególnie zaś troskliwie dobierał odtwórców głównych ról, a więc muła Francisa, podporucznika Sterlinga i generała.Chodziło nie tylko o wybitnie zróżnicowane głosy, ale przede wszystkim o dobranie takich głosów, które by jak najbardziej odpowiadały postaciom na ekranie, które by - jeżeli można użyć żargonu filmowców - dobrze "siedziały" w tych postaciach.

.Obrazek.Obrazek.Obrazek
.Obrazek.Obrazek

Przyjaciela muła Francisa, czyli podporucznika Sterlinga zagra w polskiej wersji dialogowej Zdzisław Słowiński z warszawskiego Teatru Ludowego. Nawet zewnętrznie przypomina nieco aktora z ekranu i reprezentuje taki sam typ jak jego amerykański kolega: robi wrażenie człowieka spokojnego, lecz nieco roztargnionego, mającego przy tym duże poczucie humoru i trochę nierealne spojrzenie na świat.

Generała gra znakomity aktor krakowski Zdzisław Mrożewski, którego niedawno zresztą widzieliśmy i podziwialiśmy w Warszawie jako Szambelana w Głupim Jakubie na scenie Teatru Polskiego.

Ale najwięcej kłopotów sprawiał oczywiście muł Francis. Kto zna opowiadanie Sterna - wie, że muł mówi tekst odautorski, zawierający cieniutki dowcip i bardzo subtelną ironię. Jest to muł-filozof, satyryk i wielki kpiarz. Oryginalny muł mówi na ekranie poza tym bardzo charakterystycznym głosem, niskim i jak gdyby lekko zachrypniętym. Do dublowania Francisa potrzebny był zatem aktor o szerokich możliwościach interpretacyjnych, swadzie oratorskiej i o szczególnych warunkach głosowych. O ile mogę sądzić z obserwacji w czasie kibicowania przy nagrywaniu kilku scen - reżyser Twardowski znalazł w osobie Władysława Hańczy świetnego odtwórcę tej niezwykle trudnej roli.

JESTEŚMY GOTOWI PRZEKONAĆ OPOZYCJĘ

.Obrazek.Obrazek.Obrazek

Francisa zobaczymy zapewne dopiero za parę miesięcy. Dubbing wprawdzie już jest na ukończeniu, ale sporo czasu upłynie zanim film ten doczeka się swej kolejki do ekranu.

Jest to kapitalna satyra na armię amerykańską - inteligentna, w miarę dobrotliwa i w miarę złośliwa. Historia muła, który walnie przyczynia się do sukcesów militarnych USA w Burmie w czasie ostatniej wojny - dobrze świadczy o poczuciu humoru twórców filmu. I nie tylko o nich. Mimo licznych dialogów akcja płynie wartko, sytuacje komediowe mnożą się co chwila, a niektóre przejścia są bardzo efektowne i pomysłowe. Duża zabawa.

Trudno przewidzieć jak wypadnie w całości dubbing tego filmu. Jerzy Twardowski jest doświadczonym reżyserem, ma na swoim koncie wiele dobrych opracowań dialogowych, a ponieważ Francisa robi na pewno z przyjemnością (przyjemnie przecież pracować przy dobrym filmie!), więc tez miejmy nadzieję, że i tym razem nie sprawi nam zawodu.

I może wreszcie ten i ów spośród nieubłaganych dotychczas wrogów dubbingu przekona się do tej operacji, tak bardzo przecież ułatwiającej odbiór dzieła ekranowego.

Oczywiście nie należy mieszać realizacji dubbingu z odtworzeniem dźwięku w kinie. Kiepska na ogół praca naszych laboratoriów, w których powstają kopie ekranowe, fatalna akustyka w wielu kinach, rozklekotane aparatury dźwiękowe i zła, niewyszkolona obsługa - zdołają bez trudu położyć najstaranniejszą robotę aktorów i realizatorów dubbingu."
[Czesław Michalski, "Dookoła świata", nr. 281, 17 maja 1959]

---------------------------------------------------------------------------------------------------
W roku 1959 przeprowadzono pierwsze, bardzo ciekawe badania socjologiczne dotyczące polskiego widza kinowego. My przytaczamy te, które dotyczą dubbingu.

TROCHĘ PRAWDY O PUBLICZNOŚCI

"Zakład Socjologii i Historii Kultury Polskiej Akademii Nauk zorganizował w miesiącach marcu - czerwcu br. pierwszy etap niezmiernie interesujących badań dotyczących polskiego widza kinowego. Badania te przeprowadzono dzięki inicjatywie Filmowej Rady Repertuarowej - na podstawie umowy między Zakładem Socjologii a Centralą Wynajmu Filmów. Pozwolą one przynajmniej w pewnym stopniu zwalczać istniejące ciągle w tej dziedzinie tendencje do metafizycznego traktowania potrzeb widowni kinowej.
(...)

DUBBING

Rezultaty badań wskazują również na kilka spraw spornych, które - podobnie jak ceny biletów - traktowano często z pominięciem głosu "widza, istoty nieznanej". Należy do nich swego czasu zawzięcie dyskutowana sprawa dubbingu, w której obie spierające się obozy - zwolenników i przeciwników - powoływały się na publiczność kinową. Ankieta Zakładu Socjologii wykazuje wyraźnie, że większość robotników (61,8 procent mężczyzn i 55,5 procent kobiet) woli filmy dubbingowane, a większość uczniów (89 procent) filmy z napisami. Ustalono tu ciekawą zależność: im częściej ktoś chodzi do kina, im bliżej obcuje z filmem - tym trudniej znosi dubbing. Fakt ten wskazuje, że w chwili obecnej dubbing jest jeszcze konieczny, chociaż w miarę zwiększania się powszechności kina - jego potrzeba się zmniejsza..."
[Stanisław Surzyński, FILM nr. 29, 19 lipiec 1959]
Poszukuję filmów i seriali aktorskich do których polski dubbing powstał na zlecenie Canal+, TVP bądź Wizji Jeden. Poszukuję także taśm 16mm z filmami aktorskimi które otrzymały kinowy dubbing a który nie został nigdzie wydany. Dotyczy to produkcji wyświetlanych w kinach do lat 90.

Jeśli nagranie dubbingu jest na taśmie szpulowej to jestem w stanie przegrać go na DVD. Przegranie nośnika VHS lub taśmy 16mm nie stanowi problemu.

Sam staram się kolekcjonować polskie dubbingi do produkcji aktorskich i w swoich zbiorach mam wiele unikatów które nie są nigdzie dostępne. Z chęcią się wymienię za nagrania których nie mam a które mnie interesują. Proszę o kontakt na mojego maila:

dezerter_poczta@op.pl

ポッテロ
Pan Sowa
Posty: 2909
Rejestracja: 15 gru 2011, o 01:56
Lokalizacja: Rybnik

Re: Rok 1959

Post autor: ポッテロ » 9 cze 2012, o 01:40

bytuch pisze:Ankieta Zakładu Socjologii wykazuje wyraźnie, że większość robotników (61,8 procent mężczyzn i 55,5 procent kobiet) woli filmy dubbingowane, a większość uczniów (89 procent) filmy z napisami. Ustalono tu ciekawą zależność: im częściej ktoś chodzi do kina, im bliżej obcuje z filmem - tym trudniej znosi dubbing. Fakt ten wskazuje, że w chwili obecnej dubbing jest jeszcze konieczny, chociaż w miarę zwiększania się powszechności kina - jego potrzeba się zmniejsza...
Nie bawi was to, że trochę pół wieku później sytuacja zdaje się być identyczna? Większość słabo wyedukowanych woli dubbing bądź – pożal się Cthulhu – lektora, a młodsi i mający lepsze wykształcenie preferują napisy. I nie mówię tutaj o trollach z Filmwebu, które jak mrówka okres przeżywają to, że dystrybutor daje dwie wersje językowe do wyboru – pomińmy milczeniem fakt istnienia takiego elementu.

A tak w ogóle, to już myślałem, że oto jest film – Marynarzu, strzeż się! – w którym James Dean, mający w nim malutką rólkę, przemówił po polsku. Niestety, Dean zagrał w Sailor Beware z 1952 roku, a dubbingowano u nas Sailor Beware!, w którym raczej nie mógł się pojawić, bo powstał rok po jego śmierci (w 1956).
Hey hey let’s go 喧嘩する
大切な物をprotect my balls
僕が悪いso let’s fighting
Let’s fighting love
Let’s fighting love

AtoMan
Dubbingpedia.pl
Posty: 1527
Rejestracja: 15 gru 2011, o 01:42
Kontakt:

Re: Rok 1959

Post autor: AtoMan » 9 cze 2012, o 10:04

Trochę to inaczej, bo jednak inteligentny człowiek raczej wybierze dubbing niż lektora, ale płynie to stąd, że lektor faktycznie jest prymitywną formą dla prymitywnych mas. No i "spracowany" człowiek napisów będzie unikał, bo to jednak wysiłek, szczególnie dla niewprawionego.

I czy ma mnie to bawić, że jesteśmy na poziomie późnych lat 50? To tylko pokazuje, jacy debile pracują w stacjach TV i co okropnego zrobili przez te 50 lat.
Obrazek :mowi: https://youtu.be/8_E_5D3hekc lub https://youtu.be/4c-0ZbEHhGg

ポッテロ
Pan Sowa
Posty: 2909
Rejestracja: 15 gru 2011, o 01:56
Lokalizacja: Rybnik

Re: Rok 1959

Post autor: ポッテロ » 9 cze 2012, o 11:29

Tak sobie myślę, czy ci krytkanci dubbingu z lat 50. to nie są tacy praprzodkowie trolli z Filmwebu. No bo niby w tamtym czasie dubbing stał na wysokim poziomie, przynajmniej sądząc z opinii o dubbingach powstałych w tamtym czasie. Nie było też takiego zagrożenia ze strony szeptanki, bo była tylko jedna telewizja, która przecież chyba sporą część ramówki dubbingowała. Ale być może zdarzały się słabsze opracowania – raczej nie było tylu studiów dubbingowych co dzisiaj, więc chyba większość opracowywana była przez niewielką grupę osób, co przy kilkudziesięciu produkcjach rocznie mogło wpływać na jakość. Ale to tylko moje przypuszczenie, bo nie mam pojęcia, ile wtedy działało studiów – niektóre z pierwszych dubbingów nagrywano w Niemczech, ale to były lata 30. i 40. Jedyne, co mi przychodzi na myśl z czasów PRL-u to SOF, ale te w Łodzi powstało ponoć w 1955, a warszawskie dopiero w latach 70. W tej materii chyba tylko bytuch dysponuje jakąś sensowniejszą wiedzą.
Hey hey let’s go 喧嘩する
大切な物をprotect my balls
僕が悪いso let’s fighting
Let’s fighting love
Let’s fighting love

Film_Polski
Pierwszy mikrofon
Posty: 356
Rejestracja: 3 lut 2012, o 14:52
Lokalizacja: Katowice

Re: Rok 1959

Post autor: Film_Polski » 9 cze 2012, o 14:12

"Nie było też takiego zagrożenia ze strony szeptanki, bo była tylko jedna telewizja, która przecież chyba sporą część ramówki dubbingowała."
Telewizja niby była (przez kilka godzin na dobę), ale nie tak wielu ją oglądało w domu. Moi rodzice na przykład, w nienajbiedniejszym mieście Sosnowiec, nabyli pierwszy telewizor Szmaragd dopiero w roku 1964 - i odtąd przez ładnych parę lat co wieczór odwiedzały nas sąsiadki z tej samej "sieni" - taka to była rzadkość. Pardon, nie co wieczór, bo jeszcze wtedy TV nie nadawała przez wszystkie dni w tygodniu. Mnóstwo ludzi oglądało telewizję w jakichś wiejskich klubokawiarniach, tłocząc się przed 14- albo 17-calowym ekranem, w oparach dymu papierosowego.
O ile się orientuję, to w dekadzie lat 50. nic ale to nic jeszcze nie opracowywano specjalnie dla potrzeb telewizji. Brano po prostu jedną z kopii filmu wyświetlanego parę lat wcześniej w kinach i dawano ją do tak zwanego Telekina. O ile film był zagraniczny, to mógł mieć zarówno napisy jak i kinowy dubbing (samo słowo dubbing chyba było traktowane jako groźny anglicyzm: na użytek masowej publiczności na ogół mówiło się "polska wersja dźwiękowa" albo wręcz "wersja polska" - i wtedy dla wielu było to synonimem dubbingu. Czegoś takiego jak filmy telewizyjne albo też seriale - to w latach 50. jeszcze w Polsce nie znano.
Sam tego nie pamiętam, ale gdzieś czytałem, że w pierwszych latach nadawania nie stosowano u nas w ogóle lektora. Tyle tylko, że napisy na kopiach kinowych, nierzadko bardzo poharatanych, bywały mało czytelne (biały tekst na jasnym tle, zbyt małe literki na malutkich ekranikach, obcinanie części napisów przez ówczesne prawie okrągłe kineskopy; do rozplenionego półanalfabetyzmu nikt się oczywiście nie przyznawał). Otóż, w odpowiedzi na >>liczne postulaty ze strony widzów<<, wprowadzono po paru latach instytucję czytacza (nie wiem dokładnie w którym roku). Miało to być rozwiązanie tymczasowe, w domyśle: do czasu wprowadzenia w Polsce powszechnego dubbingowania. A że nie ma nic trwalszego niż prowizorka...

"raczej nie było tylu studiów dubbingowych co dzisiaj, więc chyba większość opracowywana była przez niewielką grupę osób, co przy kilkudziesięciu produkcjach rocznie mogło wpływać na jakość."
Przypominam sobie reportaż ze Studia Opracowań Filmów w Łodzi, jaki czytałem w Magazynie Filmowym (był kiedyś taki tygodnik) gdzieś tak w roku 1969 albo 1970. I był to jeden z pierwszych tekstów w którym wielokrotnie użyto obcojęzycznego terminu "dubbing". Z reportażu opisującego pracę nad wersją polską do komedii "Nie drażnić cioci Leontyny" zapamiętałem między innymi to, że typowa kopia przygotowana na potrzeby SOF standardowo była wówczas cięta na odcinki po około 10 metrów długości; taki odcinek leciał sobie na okrągło, aż udało się doń zgrać polski dźwięk. O ile dobór głosów aktorskich bywał najwyższej próby, to niestety permanentnie gwałcono prawa autorskie w kwestii przenoszenia międzynarodowego tła dźwiękowego do wersji polskiej: często facet od efektów dźwiękowych trzaskał deską o deskę i w ten sposób wywoływał odgłos strzału. No i ekipa z trwogą czekała na protesty ze strony różnych konsulatów. Aktorzy w ciasnym, dusznym studiu lekko nie mieli: na ekraniku prawie nic nie było widać...
Poza tym reportaż opisywał żmudną pracę nad dialogami. Przerabianie tłumaczonych dialogów w ten sposób, by kłapy zaczęły się zgadzać (samego terminu "kłapy" chyba w tekście nie użyto) porównano tam do krzyżówki-giganta z olbrzymią liczbą niewiadomych. Pamiętam cytowaną w artykule opinię bodaj samej pani Zofii Dybowskiej-Aleksandrowicz, iż ze względu na zgodność ruchów warg - o dziwo - najłatwiej pisze się polskie dialogi do filmów niemieckojęzycznych.

Że w tamtych latach i w tamtych warunkach powstało tyle dubbingów bardzo przyzwoitych albo wręcz znakomitych - zakrawa zaiste na cud.

Dezerter
Pan Jarosław
Posty: 3107
Rejestracja: 14 gru 2011, o 22:59

Re: Rok 1959

Post autor: Dezerter » 9 cze 2012, o 15:01

Zauważyłem, to już trochę wczesniej. Obecna sytuacja dubbingu przypomina mi trochę tą, jaka była u nas w połowie lat 50-tych kiedy dopiero zaczęto wprowadzać do nas dubbing którego było wtedy bardzo mało. Jak to się potem dalej potoczyło, chyba nie muszę przypominać. Ciekawa alegoria jest również pomiędzy pro-napisową młodzieżą z tamtych czasów. Przypuszczam, że znaczna częśc z nich po osiagnięciu pełnoletności w latach 60-tych i 70-tych kiedy dubbingowano u nas najwięcej w historii, przekonała się jednak do dubbingu, którego było wtedy bardzo duzo. Świadczy o tym chociażby fakt, że dubbing w tamtych czasach był bardzo popularny. Co najwazniejsze były wtedy protesty, ale nikt się nimi nie przejmował, no chyba, że dotyczyły poprawy jakości samego dubbingu, a nie zaprzestania dubbingu w ogóle. Wniosek z tego jest dosyc prosty. W Polsce dałoby się wprowadzić jeszcze raz dubbing, ale musiałaby to być polityka robiona z sensem, a nie na łapu capu, bez szerszego planu rozplanowanego na lata. Po pierwsze dystrybutor, albo stacja TV nie powinna się przejmować jakimikolwiek protestami przeciwko dubbingowi (no chyba, że dotyczą poprawy jakości). Po drugie do dubbingu powinny iść tylko filmy i seriale naprawdę dobre, a nie kiepski chłam którego nikt nie ogląda. Po trzecie te najlepsze produkcje powinny być opracowywane w studiach dubbingowych które mają odpowiednie doświadczenie. Jesli studio pokroju Start International Polska jest w stanie w ciągu roku zdubbingować powiedzmy 30-40 filmów aktorskich, to powinno mieć 100% przerobu. Chodzi o to, aby najlepsi dostawali najlepsze produkcje, i aby nie szły do tanich chałturników. Przypuszczam, że gdyby w odległej przyszłości dubbingowano u nas tyle ile w latach 70-tych to najprawdopodobniej studia pokroju MASTER FILMU i Startu (zakładając, że mieliby zlecenia od zleceniodawców zależącym na jakości) otworzyłyby po prostu swoje kolejne oddziały, aby to wszystko udźwignąć. Oczywiście ma to i swoją drugą stronę medalu, ponieważ jest pewne, że jak grzyby po deszczu wyrosłyby inne studia dubbingowe, oferujące wykonanie taniego dubbingu bez gwarancji jakości (coś na zasadzie Eurocomu). Nawet można zaryzykowac stwierdzeniem, że tanie studia będa miały większe wzięcie niż te profesjonalne.
Poszukuję filmów i seriali aktorskich do których polski dubbing powstał na zlecenie Canal+, TVP bądź Wizji Jeden. Poszukuję także taśm 16mm z filmami aktorskimi które otrzymały kinowy dubbing a który nie został nigdzie wydany. Dotyczy to produkcji wyświetlanych w kinach do lat 90.

Jeśli nagranie dubbingu jest na taśmie szpulowej to jestem w stanie przegrać go na DVD. Przegranie nośnika VHS lub taśmy 16mm nie stanowi problemu.

Sam staram się kolekcjonować polskie dubbingi do produkcji aktorskich i w swoich zbiorach mam wiele unikatów które nie są nigdzie dostępne. Z chęcią się wymienię za nagrania których nie mam a które mnie interesują. Proszę o kontakt na mojego maila:

dezerter_poczta@op.pl

ポッテロ
Pan Sowa
Posty: 2909
Rejestracja: 15 gru 2011, o 01:56
Lokalizacja: Rybnik

Re: Rok 1959

Post autor: ポッテロ » 9 cze 2012, o 15:40

Ja wam powiem tak: za komuny były pasja i zaangażowanie, ale niedomagano pod względem technologicznym. Dzisiejsze studia mają możliwości, o jakich ich kolegom w PRL-u się nie śniło, ale niestety niewiele jest osób, które do dubbingu podchodzą z taką pasją jak np. Dybowska-Aleksandrowicz. Po śmierci Wizmur na scenie pozostali niestety głównie wyrobnicy pokroju Paszkowskiego. Przypuszczam, że gdyby w dzisiejszych czasach było kilku takich oddanych reżyserów jak Dybowska-Aleksandrowicz, to dubbing miałby u nas trochę łatwiej. No bo popatrzmy: dawniej na przestrzeni dziesięciu lat potrafiono zrobić kilka prawdziwych i niezapomnianych perełek, a obecnie? Minęły 23 lata od upadku komuny, a w Polsce nie trafił się chyba ani jeden naprawdę rewelacyjny dubbing. Było co prawda kilka ponadprzeciętnych produkcji (Rob Roy, Zgryźliwy tetrycy, od biedy nawet Terminal czy The Ring), ale nic, co autentycznie rzuciłoby widzów na kolana tak jak przed laty Ja, Klaudiusz czy Dwunastu gniewnych ludzi. Nie mówiąc już o tym, że większość tych dobrych dubbingów powstałych po 1989 roku przez ogół narodu została zapomniana, wielu nawet nie ma pojęcia o ich istnieniu, i wolą oglądać Tetryków czy Rob Roya z sir Gudowskim.
Hey hey let’s go 喧嘩する
大切な物をprotect my balls
僕が悪いso let’s fighting
Let’s fighting love
Let’s fighting love

AtoMan
Dubbingpedia.pl
Posty: 1527
Rejestracja: 15 gru 2011, o 01:42
Kontakt:

Re: Rok 1959

Post autor: AtoMan » 9 cze 2012, o 18:38

Wizmur bym nie gloryfikował, bo łatwo jest wykreować mit "wspaniałego reżysera, który umarł" - jakoś za życia nie przypominam sobie szczególnego uwielbienia jej produkcji. Mieliśmy chociażby Kołbasiuka, który miał i dobre, i złe projekty. Problemem jest fakt, że studia postrzegają dubbing nieco inaczej, niż jego odbiorcy, często chcąc zaznaczyć w nim swoją odrębność kosztem jak najwierniejszemu oddaniu filmu. Innym problemem jest częste "oddzielenie się" od widza - dawno temu, w czasach, gdy dopiero poznawałem dubbing irytował mnie obco brzmiący język dubbingów - typowo warszawski, przez co niezrozumiały dla dzieciaka z innej części kraju; do tego dochodziły żałosne polonizacje piosenek - i nie ma się czemu dziwić, że tak wielu widzów przesiadało się na Polonię 1 i tym podobne chłamy. Tam przynajmniej piosenki były znośne - nie, żeby wszystkie nasze były tak złe, ale ile można oglądać jedynie Gumisie i Pszczółkę Maję?
Dezerter pisze:Przypuszczam, że gdyby w odległej przyszłości dubbingowano u nas tyle ile w latach 70-tych to najprawdopodobniej studia pokroju MASTER FILMU i Startu (zakładając, że mieliby zlecenia od zleceniodawców zależącym na jakości) otworzyłyby po prostu swoje kolejne oddziały, aby to wszystko udźwignąć.
Póki co realia są takie, że SDI nie wyrabia, więc część produkcji przejmują inne, zaprzyjaźnione studia - głównie Start. Żeby otwieranie oddziałów się opłacało, musiałby to być jakiś długi wzrost, który jednak sprawiłby, że mniejsi gracze dostaliby więcej zleceń.
Dezerter pisze:Oczywiście ma to i swoją drugą stronę medalu, ponieważ jest pewne, że jak grzyby po deszczu wyrosłyby inne studia dubbingowe, oferujące wykonanie taniego dubbingu bez gwarancji jakości (coś na zasadzie Eurocomu). Nawet można zaryzykowac stwierdzeniem, że tanie studia będa miały większe wzięcie niż te profesjonalne.
Coś się tak Eurocomu czepił? Studio jak każde inne, chyba najlepsze ze wszystkich, jeśli chodzi o kontynuacje po innych; a i Master i Start potrafią walnąć taki paździerz, że głowa boli. Wszystkiemu winni są skąpi zleceniodawcy, a nie samo studio. Zresztą Eurocom jako studio praktycznie już nie istnieje...

Widzę też, że nie masz pojęcia, jak wiele firemek pootwierało w całym kraju studia gotowe do nagrywania - co i rusz mniejsi wydawcy wydają płyty CD nagrywane w studiach powstałych w piwnicach większych domów, i tego jest od cholery. Kojarzy ktoś Arka Detmera? Poza występami w niszowych studiach pokroju Dory i Mastergroove zrobił sobie studio w garażu, gdzie z żoną trzepie reklamówki. Poza tym przykład Mastergroove chociażby pokazuje, że każde studio lektorskie też może nagrywać dubbing...
Ostatnio zmieniony 9 cze 2012, o 18:39 przez AtoMan, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek :mowi: https://youtu.be/8_E_5D3hekc lub https://youtu.be/4c-0ZbEHhGg

ODPOWIEDZ